piątek, 19 listopada 2010

Na Tatry


Piękny dzień i mało czasu. Bardzo frustrujące połączenie. W takiej sytuacji jedynie podróżowanie czterema kółkami przechyla szalę ku pozytywowi. Jeszcze lepiej by było, gdyby to były własne cztery kółka - z całej siły musiałem starać się unikać krzyczenia "STOP!", co kilkaset metrów. Na szczęście kolega Wojtek był wyrozumiały. Chwała mu za to. Co do owiec - w tym akurat chyba palców nie maczał, więc zrzucę to na uśmiech losu.

czwartek, 18 listopada 2010

Skała


Klimat niczym z Tańczącego z Wilkami. Spoglądałem z niepokojem, czy na skale nie pojawi się lakocki wojownik krzycząc: "Tańczący z Nikonami, czy mnie słyszysz?! Czy wiesz, że jestem twoim przyjacielem?!". Cóż, nie pojawił się, ale i bez tego atrakcji było co niemiara. Jak powiedział kiedyś ktoś: malarz dostałby pomieszania pędzla.

Wolność artystyczna

Prawdziwa wolność artystyczna nie może być nigdy kwestią samowoli lub dowolnego pozowania. Jest ona wynikiem autentycznych możliwości, zrozumianych i zaakceptowanych takimi, jakie są, nie zaś odrzuceniem konkretu na rzecz tego, co "wewnątrz". I na koniec - jedynym liczącym się świadkiem twórczej wolności artysty jest samo dzieło. Artysta buduje swoją wolność i kształtuje swe sumienie artystyczne poprzez dzieło swych rąk. Dopiero wtedy, gdy dzieło jest ukończone, może on ocenić, czy stworzone zostało "w wolności", czy też nie. (Thomas Merton, W natarciu na niewypowiadalne)

wtorek, 16 listopada 2010

Jar


Wyglądał pięknie i tajemniczo. Niestety, nie mogłem się w nim zagłębić, ponieważ na mojej klatce piersiowej w chuście spał brzdąc. Już samo podniesienie aparatu do oka, było niezłym wyzwaniem. Światła mało, brak statywu, więc wyszło nie do końca tak jakbym sobie życzył, ale mimo to nie wyrzuciłem tego ujęcia do kosza.

Liczyłem, że spomiędzy drzew wyłoni się jakieś COŚ, dlatego też kręciłem się dłuższy czas pomiędzy skałami, zaglądając to tu, to tam. Jedynymi cosiami okazały się być kruki, których całkiem sporo latało w okolicy (prawdopodobnie "z okazji" wysypiska śmieci znajdującego się nieopodal, tuż za granicą parku krajobrazowego - niestety, po tej niewłaściwej stronie)

piątek, 12 listopada 2010

Homole w nowym stylu



Próbuję odnaleźć swoją ścieżkę. Nowy szlak wizualny. Zdjęcie, niczym dobre danie trzeba odpowiednio zaprezentować i podać. Czuję przesyt obrazów nie dlatego, że męczą mnie same w sobie, lecz raczej z tego powodu, iż wielu fotografujących podaje wizualnego fast fooda. Ciężkie to to, i niezbyt sycące. Kto wie -
może się rozwijam? Zawsze jest jakaś nadzieja.