sobota, 28 marca 2009

Zaczęło się!


O 23.30 (mniej więcej, lecz to nie jest aż tak ważne) przeleciał nade mną klucz dzikich gęsi! Brawo! Brawo, moi drodzy przyjaciele. Wracajcie, już czas!

czwartek, 26 marca 2009

Trzeba nie być człowiekiem


a może wręcz przeciwnie?

http://wiadomosci.onet.pl/121870,21,0,pokaz.html
(nie daję tu żadnego zdjęcia, bo zwyczajnie - nie mogę...)

"Polowanie" na foki, a praktycznie ubój, rzeź, masakra i brak jakichkolwiek zahamowań ze strony oprawców. Kim trzeba być, co musi się dziać w głowie (czy w ogóle coś) bestii z kijem?

Nigdy nie byłem w Kanadzie, może dlatego ona wciąż dla mnie pachnie żywicą? Może, choć tak czy inaczej chciałbym tam kiedyś się znaleźć. Wszędzie się zdarza. U nas do niedawna Rospuda - walka zakończona zwycięstwem. Czy z fokami w Kanadzie też się uda? Pewnie będzie to o wiele trudniejsze - Unia kupuje futra tych fok. Trochę trąci to hipokryzją. Na własnym terenie walczy o zachowanie choćby najmniejszych stanowisk bezcennych przyrodniczo, a nie wyraża zdecydowanego protestu, gdy rzecz dzieje się za siedmioma morzami. Co gorsza, kupując futra wspiera ten proceder. Żenua!

Wilczo mi... III - twarze








niedziela, 22 marca 2009

Wilczo mi...


Krótko, ale zawsze coś! Weekend w górach, w warunkach jakie lubię, w jakich się czuję... wilczo. Czyli jak? Mogę wyć do księżyca. Mogę biec przez góry, przedzierać się przez chaszcze i wiele innych rzeczy mogę, a jeszcze więcej chcę. Chce mi się chcieć - to jest dopiero coś! Dobrze było poczuć trzonek siekiery w dłoni i słuchać trzasku rozłupywanych przez nią pniaków. Wieczór w dobrym, "górskim" towarzystwie dodał smaku. Zmysł węchu dorzucił coś od siebie - zapach wiosek, dymu z kominów - coś za czym tęsknię siedząc w mieście.




Kiedy następny raz? Nie mam zielonego, ani żadnego innego, pojęcia. Zobaczymy. Usłyszymy. Poczujemy.

sobota, 14 marca 2009

Wieczór Białych Wierszy


Nic nie zapowiadało takiej dramaturgii wczorajszego wieczoru. Zaczęło się spokojnie i poetycko.

Wraz z kolejnymi kuflami bursztynu robiło się coraz bardziej lirycznie...

A tu nagle, nie wiedzieć czemu, pojawiły się podejrzliwe spojrzenia...

Co bardziej zdesperowani uczestnicy podjęli bohaterskie próby ukrycia się pod kupą liści, a przy niskiej skuteczności owej metody, która, nie wiedzieć czemu, nie sprawdza się w warunkach miejskich, zajęli się czytaniem rosyjskich gazet (lub tak im się wydawało), gdyż jak im się wydawało, ludzie pomyślą, iż jest to zbyt fałszywe, by mogło być prawdziwe...

W oczach innych z kolei pojawił się błysk zrozumienia...


lub tak im się wydawało...


Poezja to trudny orzech do zgryzienia, a człowiek nie wiewiórka i napić się musi!



Gdy po wzlotach duszy przyszła kolej na szanty, lub szantopodobne brzmienia, niektórzy z nas przeczuwając nadchodzący biały szkwał ekspresem chwycili za maszt.


A to Piotr, który jest autorem zdjęcia tych, którym się wydawało, że zrozumieli.


Czy przypadkiem jest, iż śniło mi się dzisiaj, że z butelki zamiast wody mineralnej piję słoną morską wodę? Pytanie to pozostawię bez odpowiedzi... I tu powinienem zakończyć, nie pisać już nic więcej, ponieważ nadałoby to głębi temu pytaniu. Odpowiedź na nie mogłaby zająć wielkie umysły tego świata, pokolenia głowiłyby się nad rozwiązaniem. Rzeczywistość a sny - czy jest różnica?

Jednakowoż głębia owego pytania sięga dna pięcilitrowej butli z wodą średniozmineralizowaną Bystra.

P.S. Żeby nie było - wiersze mi się podobały

czwartek, 12 marca 2009

Na bezczasie...


...i czas ryba!

Tak żyjemy. Ciągle unikamy bycia poza czasem, chcemy być na czasie, nie lubimy, gdy jest już po czasie. Każdy jest przed, po lub w trakcie, a wszystko to w wielkim pośpiechu. Gonimy lub jesteśmy gonieni, bo przecież czas to pieniądz!

Chciałbym to zobaczyć! Zegarki z których sypią się złote...

A gdzieś indziej można inaczej. Tylko dla nas, ludzi Zachodu (czy to przypadek, że jesteśmy właśnie ludźmi zachodu...?), czas istnieje jako Wieczny Poganiacz chłoszczący batem po grzbietach. Zabawne, że czasu tak naprawdę nie ma! Sami go stworzyliśmy, a teraz przed nim uciekamy. Możliwe, że mamy jakieś masochistyczne zapędy - naprawdę musimy to lubić, skoro gdzieś indziej ludzie nie mają z tym problemu. Kolejny powód, być może najistotniejszy, wszelkiej maści podbojów, nawracań i zdobywań: narzucić innym swój czas! Kiedy przypnie się kogoś do kieratu swojego czasu, będzie się miało z niego zysk. W czasie, gdy ktoś tyra na nas, my udajemy przed sobą i światem, że jesteśmy wyzwoleni. A to wielka ułuda, ponieważ w tej sytuacji musimy nie tylko uważać na swój czas, ale także czas tego, którego mamy przy swoim kieracie...

I tak wciąż i wciąż - im większa liczba ludzi kręci się na uprzęży, tym mniej czasu mają jej właściciele. O czasie tych w kieracie szkoda nawet wspominać...

Tytuł: Poza czasem
Autor: TT

Zrobię kilka zdjęć na dłuższym czasie, ot tak, w ramach buntu.

czwartek, 5 marca 2009

Z dalekąd... :)


Piszę do ciebie list
Z niezliczonej liczby światów

Podczas gdy ty
Czytasz to tylko w swoim

Alternatywnym
do bólu marzeń

A ja właśnie piszę ze szczytu
I wszystko pode mną

A ja właśnie piszę z głębin
I wszystko mnie otacza

A ja właśnie gęsim piórem marzeń
Zapełniam arkusz twoich myśli

Wyjdź do mnie śmiało
Jestem piórem twego skrzydła


wtorek, 3 marca 2009

Świat Obrazy


To miano, jakim ochrzciłem, czy też raczej przechrzciłem Biuletyn Fotograficzny Świat Obrazu. Komedia, groteska, paranoja. Te terminy towarzyszą mojej wizji owej amatorszczyzny, jaką uprawiają tworzący go ludzie.

Nie mam na myśli merytorycznej strony - ta jest w porządku i gdybym znał ów wykwit ludzkiej nieudolności wyłącznie od strony artykułów, opisów i porad wszystko byłoby dobrze. Niestety, dałem się skusić "promocji" i zaprenumerowałem to cudo w styczniu... Do dziś nie otrzymałem nic, prócz zapewnień ze strony wszystkich do których się dodzwoniłem i domailowałem, że sprawa zostanie szybko wyjaśniona i naprawiona. Zazwyczaj sprawa ta kończy się na moim telefonie, zapewnieniu ze strony np. redaktor naczelnej, i ciszy... Nie ma obiecanych informacji, oddzwaniania, odpowiedzi mailowej... Bezczelność osiąga na tyle monstrualne granice, że np. dziś dzwoniłem do kobiety od marketingu (!) bo inni już zawiedli. Ta zapewniła mnie, że kojarzy adres i ta paczka poszła w tamtym tygodniu, że wyśle mi zaraz na maila potwierdzenie nadania przesyłki... I co? Cisza... Podobne zapewnienia słyszałem już od wszystkich pracowników wydawnictwa, do których udało mi się zdobyć jakiekolwiek dane kontaktowe.

Nie rozumiem, dlaczego reklamując akcję promocyjną, nie napisali, że jedną z atrakcji jest nieotrzymanie przesyłki? Tyle nerwów zaoszczędziliby ludziom. A może zyskali nowych miłośników, dla których takie rozwiązanie stanowi najgłębszy sens życia?

Trafiło na mnie, a ja się do takich nie zaliczam...