poniedziałek, 24 grudnia 2007

Maniak kulturowy

23-12-2007
Świąteczna atmosfera, aż włosami wyłazi. Wszyscy zestresowani, zmęczeni, smutni jacyś i w pędzie. W końcu święta idą i nie można się spóźnić. Z niczym! Ale kultura stara się być wszędzie. Mili sprzedawcy i kolejkowicze. No cudnie! Przy bramce sklepowej dwóch ochroniarzy z uśmiechami na twarzach prowadzi dialog, z którego nagle wyciekło "a to je...na ci...a!". No cóż, zdarza się. W końcu codziennie i wszędzie tego pełno, więc wrażenia to na mnie nie robi, zwłaszcza, że i mnie się zdarza. Ale Panowie - pod Kulturomaniakiem?! K...wa mać!

Poranne wstawanie


Nie ma chyba nic gorszego (Oczywiście, ze jest! Jest dużo gorszych rzeczy. Z pewnością...) niż poranne wstawanie. Mam na myśli wstawanie naprawdę wczesne - tak w okolicach pobudki Słońca. A nawet parę chwil wcześniej. Kiedy Księżyc jeszcze nie śpi, a Słońce dopiero się budzi.

Choć z drugiej strony - to piękna chwila, takie rodzinne spotkanie.

czwartek, 20 grudnia 2007

(Nie) Moja Kanada


Zanotowałem to tuż po przebudzeniu o godzinie 1.59 w nocy:

Przed chwilą miałem sen. Przyleciałem tu, do Kanady, w jakimś celu. Może chodziło o jakąś konferencję czy projekt. Miałem poczucie, że brak mi czasu, żeby cokolwiek zwiedzić. Stwierdziłem, że jestem w Montrealu. Kiedy już znalazłem się w moim pokoju hotelowym, podszedłem do okna żeby popatrzeć na Chateau Frontenac (który tak naprawdę jest w Quebec). Ale nie było nic widać, ponieważ przesłaniały mi go budynki jakiejś fabryki. Rozczarowany odwróciłem się od okna i pomyślałem, że trochę pospaceruję i zwiedzę najbliższą okolicę. Ponownie spojrzałem w okno i... Nic nie zobaczyłem, oprócz strug deszczu. Ściana wody... Położyłem się na łóżku. Koniec snu.

środa, 19 grudnia 2007

Krzew Gorejący


Wielu z nas, co jakiś czas, widuje gorejący krzew. Zwykle nie zwraca on za bardzo naszej uwagi, bo nie wydobywa z siebie żadnego głosu, poza ewentualnym szelestem. I wydaje mi się to całkiem naturalne. Problem w tym, że człowiek nie poszukuje naturalności i normalności, tylko ciągle węszy za czymś, co go z tej normalności choć na chwilę wyciągnie za fraki. I na tym szukaniu schodzi mu lub wręcz zbiega, na łeb na szyję, życie. Na koniec, zazwyczaj budzi się z ręką w kwintesencji naturalności - nocniku.

Być naturalnym i normalnym - to dopiero cud!

czwartek, 13 grudnia 2007

Małe dzieci to nie ludzie!


    Małe dzieci dopiero uczą się być ludźmi. Ale, by się tego nauczyć muszą najpierw pozbyć się swojego zwierzęcego lub praludzkiego, jak kto woli, dziedzictwa. Zanim posiądą zdolność bezwarunkowego i totalnego zanurzenia się w kulturze, są w większym stopniu niż człowiek dorosły (zazwyczaj) częścią natury. Działają instynktownie, nie analizują, nie dedukują, nie postrzegają rzeczywistości, czy raczej wyobrażenia o niej, przez pośrednictwo symboli.
    Z wiekiem umiera ów instynkt, nikną umiejętności dostrzegania pewnych zjawisk i rzeczy (chwytania w lot). W pewnym momencie w sferze pierwotnej stajemy się inwalidami. To nasza ucieczka od natury. Rolę natury przejmuje tu kultura - nasza macocha. To ona chroni nas przed Zewnętrzem.
    Rodzi się to co wewnętrzne - refleksja. A refleksja każe nam myśleć, że jesteśmy częścią natury. Jednak myślimy o tym jako istoty, które do natury nie mają powrotu, bo wiązałby się on z odrzuceniem kultury. O ile można taką rzecz sobie wyobrazić, to już na pewno nie można sobie wyobrazić odzyskania naszej pierwotnej kondycji. Nasza biologiczna matka, Natura, już tylko nas gości.

    A dzieci mają coś jeszcze... Nieskrępowaną wyobraźnię. Bo umysł nie jest jeszcze w okowach. Jest jeszcze wtedy pierwotnie nieposkromiony, eksplodujący!