sobota, 1 grudnia 2012

Wota

No proszę! Człowiek ogląda na zdjęciach z National Geographic syberyjskie brzozy obwieszone szamańskimi wotami czy indiańskie miejsca rytualne zasypane różnymi podarunkami dla duchów. A tymczasem wystarczy przejść się po naszych ojczystych lasach, by się przekonać, że jesteśmy bardzo religijną nacją.





   

środa, 7 listopada 2012

Widoki karpaczowe

Miałem coś napisać. Na przykład o tym drzewie, przewróconym przez wiatr w miejskim parku, albo o budowie tunelu... Jakoś ostatnio ubyło mi słów i tych wszystkich znaczków niezbędnych do sklecenia sensownej myśli. Chodzę, patrzę. To wszystko.



Przywitanie gór

Wczoraj w nocy na drodze do Karpacza góry przywitały mnie wysyłając przed moje oczy borsuka. Tak na moje życzenie troszkę, ponieważ marudziłem, gdy ujrzałem kątem oka znikającą w krzakach sarnę. Później uznałem, że nic wielkiego, kiedy przy drodze kicał spory szarak. Na koniec zatem zostawiły dla mnie borsuka, który spacerował sobie wzdłuż szosy. Piękny widok.

sobota, 27 października 2012

Zakopane

Jadąc do Zakopanego z Gosią i Lenką wierzyłem, że wreszcie nadszedł czas na pokazanie córce gór... Wziąłem wiele pod uwagę, ale nie to, by zabrać ze sobą parasol. Dzwonię do rodziny: w Lublinie śnieg. Dowiaduję się w Zakopanem, że w Radomiu śnieg. A tutaj mży, pada, wieje, mgła taka, że ledwo widać cokolwiek (poza samym miastem). Na chwilę tylko z oparów wyłaniają się szczyty, by już po kilku sekundach zniknąć znów w deszczowych chmurach. Mieliśmy jeden moment przejaśnienia, gdy nawet zaświeciło słonce. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że akurat siedzieliśmy w restauracji i wsuwaliśmy naleśniki z jabłkiem w polewie czekoladowej. Wychodzić w takim momencie byłoby w najwyższym stopniu kontrowersyjne. Nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Może jutro. Choć z tego, co wiadomo na ten moment, raczej nie ma co liczyć na cud. Ale jestem z żoną i córką w Tatrach. To już coś. :)

niedziela, 14 października 2012

W długą drogę z Cookiem

Zasiadłem właśnie do czytania dzienników Jamesa Cooka z jego pierwszej wyprawy podjętej w 1768 roku. Zapowiada się fascynująca przygoda. W kolejce stoi już dziennik Josepha Banksa, botanika płynącego z Cookiem na okręcie Endeavour. A po nich już gotowy do drogi Lewis i Clark...

Jedynym mankamentem jest to, że są to pliki pdf. Nie umiem czytać w komputerze. Nie potrafię się skupić - Internet kusi itp. Książka w ręku o wiele lepiej się sprawdza. Rozwiązaniem byłby czytnik - mógłbym zabrać wszędzie te książki, nie martwiąc się o miejsce w plecaku.

Tymczasem, odnoszę wrażenie, że początkowe wpisy Cook umieszczał w formie, która, jako żywo, przypomina mi moje pierwsze wpisy do mojej kroniki zawiszackiej.

Monday, 15th. First and latter parts Moderate breezes and fair; Middle squally, with heavy showers of rain. I this day received an order to Augment the Ship’s Company to 85 Men, which before was but 70. Received on board fresh Beef for the Ship’s Company. Wind South-West to South-East.

czwartek, 11 października 2012

Rozmowy przed zaśnięciem

- Tato, a t-rex jest jaszczurką?
- Nie. Jest dinozaurem. A w zasadzie był, ale dawno temu.
- 8 lat?
- Oj, dużo dawniej... Nie było wtedy ludzi...
- No, bali się t-rexa i się schowali...

wtorek, 2 października 2012

O psach, tv i łowcy krokodyli

Moim zdaniem Steve Irwin - australijski znawca przyrody, znany z z serialu Łowca krokodyli - zginął dlatego, że wyszedł poza dziedzinę, w której był ekspertem. Zmarł od ukłucia kolcem jadowym ogończy, podczas kręcenia filmu na Wielkiej Rafie Koralowej. Zawsze podziwiałem Irwina, ale jego działka były krokodyle, dlatego, moim zdaniem, sam wystawił się na niebezpieczeństwo, dając się skusić albo przekonać, że da sobie radę także i na tym polu mimo braku doświadczeń. Pamiętam, oglądałem go w telewizji, kiedy razem z żoną bawili się z dingo na Wielkiej Wyspie Piaszczystej; tymczasem - o ile mi wiadomo - Irwin nie miał pojęcia o psach i nie czuł się pewnie na tym gruncie. Wystąpił w filmie o dingo, żeby spełnić oczekiwania widzów. [Shaun Ellis, Żyjący z Wilkami]

piątek, 21 września 2012

Ostatnia wachta Irka

Jak daleko muszę być od życia, skoro dopiero dziś za sprawą brata, który przybył ze Szkocji, dowiedziałem się, że jeden z moich ulubionych piosenkarzy szantowych i członek jednego z najukochańszych zespołów EKT Gdynia, czyli Irek Messalina Wójcicki, odszedł na wieczną wachtę w listopadzie ubiegłego roku!

Myślę, jak to się mogło stać? Śledziłem na bieżąco wszystkie sprawy związane z jego chorobą, na swój sposób nieudolnie starając się jakoś pomóc. Gdy diagnozy okazały się bardzo pomyślne i wrócił na scenę w 2007 byłem szczęśliwy. Po prostu słuchałem płyt nie zadając sobie trudu śledzenia jego dalszych losów
pozascenicznych. Słuchałem płyt i myślałem "jak dobrze, że mu się udało!".

Dopiero dziś, gdy w samochodzie włączyłem płytę, Michał powiedział "szkoda, że Messalina umarł"... Rozwaliło mnie to zupełnie...

http://youtu.be/H1u6l3s9M4A

PS. Tak się złożyło, że EKT powstał w 1986 roku, czyli rok przed moim wstąpieniem do Zawiszy. I pamiętam dobrze, że od pierwszego kontaktu z twórczością i śpiewem Irka i Janka w 1987 pokochałem ich, jak najlepszych towarzyszy górskich wędrówek, choć nigdy się z nimi nie spotkałem. Teraz, gdy patrzę na zdjęcia Messaliny czuję, jakbym utracił przyjaciela, ale jednocześnie wraca coś sprzed lat; coś dawno zapomnianego. Znowu dźwigam plecak, czuję zapach gór w deszczowy wieczór, przychodzą obrazy mnie z-wtedy. I ludzi. Wielu naprawdę kochanych ludzi.

czwartek, 20 września 2012

Ogon jaszczurki


Odrzucić część siebie, by ocalić resztę. Odrzucić to co zagrożone, bądź zagraża; to co ranne lub to, co rani. Odrzucić coś, co stanowi integralną część ciebie. Wzrasta z tobą, choć niekoniecznie zdajesz sobie z tego sprawę.

A jednak każdy ma w sobie lub wokół siebie coś, czego pozbywa się lub nie pozbywa, mimo iż powinien, a czego odrzucenie pozwoliłoby mu wzrosnąć. Zwłaszcza, że to jest strata pozorna. Ogon przecież odrasta. Pozostaje pytanie, czy odrośnie coś, co znowu będziemy musieli odrzucić, czy coś zupełnie odmienionego.

środa, 19 września 2012

Zwinki


Jeden z najbardziej dojrzałych osobników jakie udało mi się uchwycić. Całkiem dorodny samiec. Reszta, która pojawia się i znika przez okrągły dzień sprawia wrażenie, jakby była z tegorocznego wylęgu.
Lubię przyglądać się jaszczurkom. Pozornie rozleniwione, wygrzewają się na słońcu, jakby cały świat dla nich nie istniał. Wystarczy jednak jakikolwiek ruch w pobliżu, lekkie drganie podłoża, skrawek cienia i momentalnie ta przed momentem ospała istota znika pomiędzy kamieniami.

wtorek, 18 września 2012

Myśl, jak jaszczurka do słońca lgnie


Jaszczurki oblepiają ściany...

Do mnie też przylepiła się taka jedna... myśl. Niezbyt wesoła, ale ciekawe jest to, że nawet w czarnym scenariuszu widzę, czy może raczej wyczuwam, coś pozytywnego (wreszcie powrót po latach do starego dobrego siebie?), coś co nie jest końcem. A może inaczej - jest końcem, ale zarazem początkiem. Coś w rodzaju katharsis. Coś uwalniającego od napięcia i stresu. Od czekania na Nie-Wiadomo-Co!

Może zbyt wcześnie jeszcze, by interpretować ów przebłysk, jako powrót siebie. Ważne jednak, że coś takiego się pojawia, niepokoi, lecz jednocześnie jaśnieje intrygującym blaskiem. Idąc na łatwiznę, mógłbym uznać, iż jest to tylko przeczucie zwyczajowej rezygnacji. Jednak ta hipoteza upada, gdy zaczynam nad nią myśleć, jako czymś potencjalnym. Wiem już - jest fałszywa od H do A.

Jaszczurki lubią słońce...

PS. Chciałem to ująć w wierszu, lecz nie potrafiłem. Chciałem, bo czułem się wierszyście, ale wyszło co wyszło. Może zbyt prozaicznie...

poniedziałek, 17 września 2012

Schyłek lata

Siedzę w Węgrzcach Wielkich. Słońce grzeje. W ogrodzie przydomowym biega spora ilość zwinek korzystających ze sprzyjającej aury. Powoli zaczyna we mnie kiełkować świadomość, że to już koniec lata.

Ale jeszcze jest przyjemnie. Jeszcze jest miło.

środa, 12 września 2012

Podróż jednodniowa

Leżę w łóżku próbując zasnąć. Przejechałem dziś ponad pięćset kilometrów. Leżąc słucham Calm Radio Sleep i zamykam oczy. Umysł jeszcze w krętej drodze...

sobota, 8 września 2012

Natura vs. kultura?

Oglądam właśnie kanał Nat Geo Wild. Program o przypadkach, gdy ludziom udało się sfilmować niezwykłe zachowania zwierząt. Ogólne wrażenie wstrząsające. Mangusta walcząca z sześcioma likaonami itp. Jednak to inny materiał zdołował mnie mocniej, a mianowicie polowanie orek na delfiny.

Inaczej - nie chodzi o sam materiał ukazujący polowanie i jego efekt. Trudno się mówi - natura. Gość, który kręcił materiał z łodzi mówił o tym, jak bardzo zszokowani i oniemiali byli wszyscy turyści.

Scena: orka wyskakuje z wody, przed nią szybuje uderzony przez nią delfin - ofiara. Głos w tle: Oh my God! Wow! HAHAHAHA!!!

czwartek, 6 września 2012

Wrażenia z podróży na trasie Jarosław - Lublin

1. Rozjechana na moich oczach przez TIRa kuna - strasznie dołujące przeżycie.
2. Szczęśliwym trafem nie rozjechany przez wyprzedzającego ciągnik TIRa malutki Daewoo Tico (akurat trafił mu się  kawałek pobocza).
3. Dwie sarny wyskakujące tuż przed maską naszego samochodu.
4. Idiota przejeżdżający przez dwa czerwone światła na rondzie Tysiąclecia - Unii Lubelskiej, w którego szczęśliwie udało się nie uderzyć
Czas na sen...

sobota, 1 września 2012

Blue Moon

         
Blue Moon
You saw me standing alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Blue Moon
You know just what I was there for
You heard me saying a prayer for
Someone I really could care for

And then there suddenly appeared before me
The only one my arms will hold
I heard somebody whisper please adore me
And when I looked to the Moon it turned to gold

Blue Moon
Now I'm no longer alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own

And then there suddenly appeared before me
The only one my arms will ever hold
I heard somebody whisper please adore me
And when I looked the Moon had turned to gold

Blue moon
Now I'm no longer alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own

Blue moon
Now I'm no longer alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
(z repertuaru Elli Fitzgerald, Franka Sinatry itd)

piątek, 31 sierpnia 2012

Polesie

Wiecie może o co tu chodzi? Czy to ciężar tyłka, czy umysłu - a może jedno i drugie? Człowiek ma tak piękną, dziką krainę niemal pod nosem (50km w przybliżeniu), a siedzi i czyta o niej... Rozumiecie? Oglądam mapy, czytam przewodniki, rzucam okiem do albumów myśląc "gdybym tam pojechał zrobiłbym lepsze zdjęcia!". I siedzę. Rozważam!

Uprawiałem kiedyś wspinaczkę. Ok! Może nie na wielką skalę, ale jednak chodziło się w Prządkach i Rzędkowicach. Później problem z kolanem. Później dupa za ciężka, by następnie rzuciło się na umysł. Podobnie było z modliszką, jazdą na nartach. 

Jak to jest, że człowiek szuka wymówek, by uciec od siebie tak daleko? 

Słucham właśnie płyty Clannadu "Crann Ull", którą kupiłem 12 lat temu w Stanach. I wróciłem na moment do tego stanu świadomości, który wywierał na mnie wpływ wtedy właśnie. Chcę do USA - lecę. Chcę w góry - no problem! Polesie? Mój Boże! Przecież to rzut beretem! 

Zapał potrwa do momentu, gdy płyta gra i jest słońce. Wieczorem usiądę nad książką i będę studiował szlak niebieski, żółty, zielony, czerwony i czarny, aż trafi mnie szlag i pójdę śnić.

Tyle, ze ostatnio nic mi się nie śni...

wtorek, 28 sierpnia 2012

Urywki XXL - Cytat z filmu

Gościnnie Urywki na Wilkowie, a nie, jak było do tej pory na The Truth Is...

Oto zasłyszany fragment z filmu:
On: Zabierz stąd ojca
Ona: A ty?
On: Muszę rozbroić bombę...
Ona: Bądź ostrożny!
No i zagwozdka! Jak można by pociągnąć ten dialog? Pędzą mi przez głowę tabuny scenariuszy, a wszystkie  po cztery kopyta na łeb, np.

Wersja 1:
Ona: Bądź ostrożny!
On: Byłem ostrożny całe życie! Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?! Całe życie tylko uważaj! Patrz pod nogi! Nie biegaj! W d... to mam!

Wersja 2:
Ona Bądź ostrożny!On: Wiesz co? Właśnie się zorientowałem, że mamy całe 30 sekund na to żeby się stąd wydostać! Czy to nie wspaniała wiadomość?! W 30 sekund to kawał czasu! Tato... 

Wersja 3:
Ona: Bądź ostrożny!On: Będę... (SRUUU!!!)Ona: Nigdy mnie nie słuchał... 

Wersja 4:
Macie jakieś pomysły? :) 

piątek, 24 sierpnia 2012

Za oknem po deszczu


Kiedy pada deszcz otwieram okno. Zazwyczaj tuż po deszczu na okoliczne drzewa zlatuje mnóstwo ptaków. Spijają wodę kapiącą z liści i kory. Sikory, świstunki, muchołówki (prawdopodobnie, ponieważ nie bardzo się w tej drobnicy orientuję). 





wtorek, 3 lipca 2012

Chłodna 25

Ulica/klub/kawiarnia. Wbrew nazwie porno tu i dusno. Muzyka rekompensuje jednak niedobór powietrza, więc nie jest źle. A od czego się zaczęło?

Pobudka o 4 rano. Nie będąc drobiazgowym pomijam, że faktycznie pobudka miała miejsce/czas o 3.55 - to i tak nieistotny szczegół po niespełna 4 godzinach snu (a jednak nie pominąłem!). Szybka ablucja i pociąg do miasta do którego nie czuję pociągu. Choć w pociągu czuć, jak to w pociągu. Płuca od czasu do czasu ratował przeciąg, ale niektórzy (czyt.: Gośka) spali, więc przeciąg mogłem tworzyć jedynie sporadycznie. Na wszelki wypadek dość często się przeciągałem.

Warszawa.

***
Brown Sugar Stonesów... (przerywnik)
***


Tym razem zamiast aparatu wziąłem laptopa. Niezbyt rozsądne w moim na-wpół-sennym-stanie (z naciskiem na senny). Aparat wymusza koncentrację, a ponad komputerem zasypiam, stąd moje wynurzenia z Chłodnej.

Zanurzam się.

***
Wynurzając się pomyślałem: a gdyby bez samogłosek? CHŁDN. Bez sensu.

***
Godzina 9.53, a ja już w trakcie drugiej kawy. Jak tak dalej pójdzie usnę albo umrę. 

***

Już tylko 5 godzin...

środa, 13 czerwca 2012

Pościg


Kiedyś, gdy wakacje spędzałem na wsi u dziadków, uwielbiałem jeździć z wujem do pracy, która polegała na rozwożeniu roburem napojów do okolicznych sklepów. Wtedy drogówkę nazywano "lotna". Dziś, takie małe skojarzenie przyszło mi do głowy, gdy śledziłem lot błotniaka ściganego przez kilka razy mniejszego odważniaka.

czwartek, 31 maja 2012

Błękitna płachta...

 Niebo dostępne dla każdego i od zaraz. 

Bungee Hunged Man

Bungee Hunged Man

panu t spadł kamień serca
przynajmniej nie musiał
przydeptywać peta

upewnił się, że lina trzyma
wystarczająco mocno,
by nie popuścił

to byłoby niewskazane,
biorąc pod uwagę
powagę sytuacji

skok!
raz... dwa... trzy....cztery!
cztery... trzy... dwa...
trzy... cztery...!

zastanawiał się w trakcie,
czy dla wisielca istotne jest
jak daleko mu do ziemi

poniedziałek, 21 maja 2012

Krempna


Wyszedłem POZA żeby siebie usłyszeć, uwidzieć i umyśleć. Jednak szumne zamiary rozbuchały do stopnia tak wysokiego, ze wyszedłem poza usłyszenie, uwidzenie i umyślenie. Szedłem przed siebie i na siłę produkowałem dziesiątki myśli na minutę, wymuszałem na swoich oczach ujrzenie Znaczącego. Wsłuchiwałem się w gdakanie, kwiczenie, rżenie, trel, a nawet zdrowaśki. Wszystko na darmo. Wielka Introspekcyjna Pucha!

niedziela, 20 maja 2012

Vision Quest


Gapił się na mnie ze ściany. Początkowo zignorowałem go, bo wydał mi się zbyt wścibski. Jednak wróciłem i z równym wścibstwem gapiłem się na niego. Czemu nie? Im dłużej jednak gapiłem się na niego, tym bardziej wydawał się być dla mnie. Cholera! Nawet nie wiem co to oznacza?!

środa, 9 maja 2012

Leszy wróbel w garści


Przyczepił się do mnie. Nic na to nie poradzę. Ale to już ostatnie z serii. I daję mu spokój. Zabawne, w życiu widziałem o wiele ciekawsze formy i o wiele bardziej wyraziste. Ale to było jakiś czas temu. Tymczasem ten jest zawsze pod ręką.


wtorek, 8 maja 2012

Leszy i nowy martwy świat

Kolejna odsłona borowego dziada, na którego natknąłem się w Starym Gaju. Coś w nim przykuwa uwagę, coś przyciąga wzrok (może nie tylko?).

Zupełnie z innej beczki. Przed chwilą na moich oczach rozegrał się dramat nowo powstałego świata. Młody drozd walczący o przeżycie w nierównej, z góry przegranej walce. Na pobliskim drzewie przysiadły dwie harpie - sroki. Jednak każdy ich ruch bacznie śledzony był przez dorosłe drozdy, które atakowały, gdy tylko tamte próbowały zabić młodego. Ten jakoś doczłapał do przyblokowego ogródka, ale wyglądał już na skrajnie wyczerpanego. Nie ma co się okłamywać - ten młody świat nie przetrwa.

"Legenda mówi, że człowiek, zabijając ptaka, zabił też pieśń, a razem z pieśnią - siebie. Upadł martwy, zupełnie i na amen martwy, i pozostał martwy na zawsze." [Campbell, Potęga mitu]

niedziela, 6 maja 2012

Duch Lasu


Czasem człowieka coś trafi. Najczęściej szlag, rzadziej cegła. A mnie trafił między oczy Leszy chowający się w drzewie. W swoich ostatnich dniach (ponoć końcówka XIX wieku, jak piszą w Wiki), pojawiał się w mundurze strażnika leśnego, więc jest mi szczególnie bliski.

Przede mną niby się chował, ale jednak kokieteryjnie wyglądał z ukrycia ponad moją głową, a niski nie jestem...

sobota, 5 maja 2012

Nowy martwy świat

Nowy świat. W eksplozji życia niezliczone światy powstają i giną. W przeważającej większości ich porażka zauważalna jest przez inne światy. Te, które przetrwały i ze śmierci innych czerpią korzyści i siłę.

Zdarza się jednak, że niektóre ze światów umierają niezauważone.

Wiosenna włóczęga

Ostatnio moją budzącą się żądzę włóczęgi zaspokajałem ganiając po Starym Lesie, jednym z pierwszych poznanych przeze mnie Miejsc Dzikich.

Dzisiaj nie nabyłbym już takich skojarzeń - miasto dotarło zbyt daleko. Tajemnicza dzicz stała się kolejnym, w dużym stopniu zaśmieconym, ogródkiem, gdzie imprezy urządzają osiedlowi turyści. Butelki rosną na drzewach, ślady ognisk ciągną się kilkaset metrów w głąb.

Na szczęście, las sięga troszkę dalej. Tam, gdzie ludziom zazwyczaj już się nie chce zapędzać. W pewnym momencie zauważalny staje się brak butelek i puszek, brak opakowań po chipsach, brak głosów, tych rozpoznawalnych i zrozumiałych.

W pewnym momencie, las zaczyna mówić.

wtorek, 1 maja 2012

Szamanka Amanita


Dziś, przynajmniej w sferze wzrokowej, bardziej na temat. 

Jakoś ostatnio nie doświadczam "szamańskich" stanów świadomości (cudzysłów, ze względu na umowny charakter stanów, o których piszę), więc wygrzebałem ze ściółki umysłu stare obrazy. 
A może to, że poczułem potrzebę taką właśnie, spowodowane jest faktem, że w tym akurat momencie takiego stanu doświadczam? Może gdzieś poza rzeczywistością słów; gdzieś za linią frontu tej z-dnia-na-dzień świadomości przenika jakiś sygnał, że coś się tam z tyłu jednak kotłuje?

niedziela, 29 kwietnia 2012

Alcala de Henares po raz kolejny

Upał nie ustępuje. Drzewa rozkwitają na wyścigi. W takiej sytuacji kontynuuję wątek wspomnieniowy. Odnoszę wrażenie, potęgowane, rzecz jasna, przez sentyment, że tam upał był jakiś inny. Lepszy, choć w gruncie rzeczy, momentami nie dało się oddychać. Pamięć lubi płatać figle. Zdając sobie z tego sprawę pozwalam jej na tę zabawę. Mnie to nie szkodzi. 

To w czym z pewnością pamięć nie jest w stanie namieszać, to wspomnienie miłych chwil, jakie spędziliśmy w kafejkach i na ulicach tego miasta.