sobota, 19 kwietnia 2008

Nic sugerujący tytuł

Fotografia, która na pierwszy rzut oka jest "o niczym" nie oznacza, że jest "do niczego". Choć może być i tak. Zaczynam przyglądać się bliżej zdjęciom, które teoretycznie nic nie pokazują. Zdarza się, ze zawarty jest w nich jakiś szczegół, kod, który trzeba odkryć i wtedy dana fotografia znajduje właściwe sobie miejsce. To nie jest tylko i wyłącznie sztuka wizualna. To jest sztuka uchwycenia czegoś niewidocznego (przynajmniej w pierwszym kontakcie), czegoś co, zdawać by się mogło, nie istnieje. Trzeba się uwrażliwić na to, na co jako zwykli zjadacze chleba nie zwracamy uwagi. Inaczej ratują nas tylko tłumaczące wszystko tytuły, np. "Stado gołębi, w którym znajduje się jeden gołąb (5 z lewej) ze złamanym skrzydłem".

Z drugiej strony - fotograf musi zostawiać jakąś wskazówkę, szyfr niezbędny do odkodowania przekazu. Może to być kompozycja, światło itd itp. No chyba, że mu nie zależy albo chce aby odbiorca dokonał pewnego wysiłku, może nawet zwieńczonego niepowodzeniem.

Oczywiście różne są rodzaje fotografii. Pejzaż, zwierzęta, portret, akt, martwa natura. Mogą one istnieć bez szczególnego kodowania, bez dodatkowo ukrytych tajemnic. Piękno i tajemnica często nie potrzebują dodatkowych bodźców. Narzucają się nam, dają się odczuć. Zmuszają do czucia i czerpania z nich. Czasem dobrze jest nie móc rozszyfrować tajemnicy - na tym polega jej urok.

"Tajemnica wywołuje niepokój: to problem, który nigdy nie zostanie rozwiązany. Pobudza do myślenia, działa na wyobraźnię..." (Poncjusz Piłat, zagubiony gdzieś na drogach Galilei)
Ewangelia według Piłata, Éric-Emmanuel Schmitt

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Bażant is dead (ale nie całkiem)


Wróciłem w stare miejsca, a właściwie to, co po nich pozostało. Obiektywnie: wyładniało. Wszystko (no, prawie) zadbane, posprzątane, wycięte, wykarczowane, zasiane, zrównane. W miejscu mokradeł i chaszczy dziś znajduje się trawnik, parking oraz ogrodzenie zespołu szkół. Niektórych miejsc, gdzie działo się coś ciekawego, nie mogłem namierzyć ze stu procentową pewnością, np. drzewa, z którego zwisał kolega ze ściągniętymi spodniami...

Na "mojej" ulicy też wyładniało. Nie mogłem dostać się na podwórko. ponieważ przy drzwiach zamontowano domofon. Nowe płyty chodnikowe, bank, szkoła językowa. Dziś już chyba nie padają tam cegły. Pozostały miejsca teraz nazwane zaułkami (podoba mi się to słowo). One też się zmieniły: w jednym z nich nie da się już zjeżdżać na sankach. Niektóre nowe sklepy wpisują się raczej w dawny klimat, a już z pewnością nie wyglądają "dzisiejszo", np. ten z szyldem "Wszystko po 4 zł, i nie tylko".

Odnowiono most, gdzie kiedyś chodząc po zewnętrznych krawędziach nad ulicą udowadnialiśmy swoją odwagę, choć z perspektywy czasu trzeba przyznać, że bardziej odważni musieli być kierowcy, którzy pod nim przejeżdżali. Jajka chyba nie były wtedy zbyt drogie...

Odnowiono też Bramę z całym otoczeniem. A kiedyś mieszkali tam moi koledzy. To było kolejne miejsce, gdzie za każdym razem przeżywaliśmy przygodę. Dom, w którym wchodząc na strych, pod nogami widzieliśmy podłogę tego, co kiedyś było znajdującym się piętro niżej mieszkaniem. Podłogą strychu a zarazem sufitem mieszkania poniżej było kilka belek, które nie posypały się z całą resztą. Łaziło się po nich świetnie.

W miejscu, w którym do drzwi mojego przedszkola prowadził chodnik teraz stoi murek i rośnie trawa.

Klasztor Dominikanów od strony ulicy Podwale wygląda nieciekawie. Pewnie dlatego przez lata opowiadaliśmy sobie, ze znajduje się tam dom dziecka, poprawczak i generalnie Bardzo Straszne Miejsce, z którego raz po raz ktoś zwiewał. Trzeba było uważać. Nie wiadomo przecież czy ten ktoś nie czaił się gdzieś w krzakach. Nie ma kasztanowców, potężnych starych drzew, które wprowadzały niesamowity klimat, szczególnie jesienią, gdy sypały się z nich wspaniałe kolorowe liście i kasztany. Pewnie już za bardzo pochylały się nad ulicą.

W starej piekarni zamurowano okna od strony krzaków. Rano, w drodze do szkoły, przechodziliśmy z kolegami przez furtkę w ogrodzeniu i podchodziliśmy do okna. Piekarz przez kraty podawał nam ciepłe bułki.

Szkoła nie zmieniła się wcale albo w niewielkim tylko stopniu.

Ale drzewo, na którym siedział ryś, wciąż stoi tam gdzie stało.

sobota, 12 kwietnia 2008

Zakątek Bażanta

Wracając dziś z pracy usłyszałem bażanta. W sumie nic w tym dziwnego. Wszędzie można go usłyszeć, a zwłaszcza na obrzeżach miasta. Jednak tym razem było inaczej. Jego głos sprawił, że momentalnie w mojej głowie pojawił się obrazek.

Idę z kolegami przez Podzamcze. Jak zwykle, gdy chcieliśmy poczuć dreszczyk emocji i zaznać przygody wleźliśmy w krzaki, które tam wtedy rosły. To był duży obszar nieużytków i mokradeł, w których łapaliśmy do plastykowych butelek zaczepionych na patykach traszki. Tam zaliczyłem cegłę. W zasadzie to cegłą... Mniejsza z tym, ważne jest, że tym razem postanowiliśmy buszować w chaszczach. Podążaliśmy śladami naszych indiańskich bohaterów oraz poszukiwaczy przygód.

Wtedy właśnie odnaleźliśmy Zakątek Bażanta. W momencie, gdy stwierdziliśmy, że musimy mieć jakąś kryjówkę usłyszeliśmy, a w chwilę później zobaczyliśmy bażanta. To było jak objawienie - TO MIEJSCE samo nas znalazło. Tajemnicze, nikomu poza nami nieznane.

Nie pamiętam, czy kiedykolwiek później jeszcze tam trafiliśmy.

środa, 9 kwietnia 2008

JAnioł

Jakiś czas temu, na jednym z blogów rozgorzała dyskusja pomiędzy komentującymi. Dyskusja dotyczyła aniołów. Ich bycia-nie-bycia, możliwości stania się Jednym-Z. Stanowczo utrzymywałem stanowisko, że aniołów nie ma i stanowczo dziś to potwierdzam. Oczywiście, nie to, że aniołów nie ma, lecz moją na ten temat opinię.

Nie zmieniłem zdania, a już za szczytowe osiągnięcie fantazji uważam opowieści o Aniołach Stróżach. O tym, że każdy człowiek ma swojego na wyłączność. Jak pieska, z tą różnicą, że to tak jakby my jesteśmy wyprowadzani na spacer... Tylko smycz jest bardziej eteryczna i obroży tak mocno się nie odczuwa. A o kagańcu można zapomnieć - szczekamy i kąsamy nieustannie.


...

No cóż... Niektóre pytania raczej nigdy nie znajdą swoich odpowiedzi.


niedziela, 6 kwietnia 2008


Dziś Księżyca ze świecą szukać. Ciekawe gdzie się chowa? Na pewno kiedyś go widziałem, pomimo że pod latarnią było ciemno.


W cieniu księżyca