czwartek, 30 kwietnia 2009

Horrory - dyskusja ttoroj...


Natchniony lekturą Obrzędów przejścia Arnolda van Gennepa wpadłem na taki oto koncept.

Brak rytuałów przejścia we współczesnym świecie pociąga za sobą potrzebę bania się oraz zaspokojenia tego strachu! Rolę pełnioną przez duchy, bogów, którzy wskazywali właściwe pola działania a za niewłaściwe karali częstokroć śmiercią, tę rolę przejęły dziś horrory. Zżymałem się niejednokrotnie na głupotę bohaterów tego typu filmów. Do dziś, gdyż uświadomiłem sobie, że oni muszą postępować głupio-niewłaściwie. W przeciwnym razie nie złamaliby jakiegoś tabu, co z kolei nie sprowadziłoby na nich kary.

Ileż to razy niepohamowana ciekawość staje się przyczynkiem całej serii nieszczęść, kataklizmów, tragedii głównych postaci filmu. Zakazany owoc kosztuje, a cena rynkowa jest niemała. Boimy się oglądać horrory, ale spomiędzy palców zerkamy na ekran, czy ofiara została spełniona. Czy bohatera, a tak naprawdę antybohatera spotkała kara za złamanie tabu.

W mojej opinii to właśnie ci biedni głupcy są negatywnymi postaciami filmu, które walczą nie z prześladującym ich złem, lecz słuszną (choć są wyjątki) karą za nieodpowiedzialne postępowanie.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Dachowiec RR


naiwność o oczach chłopca,
co jak pies bez domu
biały koń umyka z wagonu

póki żyw w bieg!
galop przez sen!
galop w sens!

a on skazany
już wyrok zapadł

ostatni śpiew
ostatni strzał
bez marzeń ostatni sen


sobota, 11 kwietnia 2009

Wilkowo


Założyłem kolejnego bloga. Ściślej, nie tyle bloga co foto-bloga. Postanowiłem, że przy całym rozrzucie tematycznym zdjęć popełnianych przeze mnie, warto by przynajmniej w jakiejś kategorii utrzymać porządek. Od kilku dni używam adresu http://szamanick.blox.pl, pod którym umieszczam zdjęcia przyrodnicze. Tak mniej więcej...

piątek, 10 kwietnia 2009

Księgarnia


Moja nowa praca... ma jeden plus. Mogę sobie, gdy pustka i cisza wokół, poczytać. A że jest to księgarnia uniwersytecka, to nawet mam z czego wybierać: od obsługi krajzegi, przez Clifforda Geertza teorię kultury, po technikę czesania pudla.

Właśnie w ciągu kilku dni, przerwy się przydawały dla lepszego zrozumienia tekstu (khe, khe), przeczytałem "Światło obrazu" Rolanda Barthesa. O książkę tę walczyłem ze Światem Obrazu przez dwa miesiące. Poległem, ale powstałem! Pies im... Już mi tego nikt nie odbierze. Potwierdziły się moje przypuszczenia, że fotografia to życie, śmierć i zmartwychwstanie. To tak na czasie. Można by wręcz rzec - jak zawsze!

Ach, jest także drugi plus, ale zabarwiony delikatnie minusem. Mogę wypożyczać książki na weekend. Minus za weekend. Jakoś przywykłem przez lata, że z biblioteki książkę wypożyczałem na lata (pamięć już nie ta...). Ale nie ma tego złego, co by nie wyszło.

A propos, zło zawsze wychodzi. To ciekawe, ale kiedy ktoś robi coś ze złą intencją, ma o wiele większe szanse na powodzenie, niż w przypadku, gdy intencje ma dobre. Zauważyliście? Jedynie trickster może sobie pozwolić na niczym nieskrępowane zło, bo tylko dzięki temu postępuje dobrze. Może troszkę wbrew sobie, ale to akurat jest mało ważne.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Ogień


Ogień przyjmie wszystko. Największe tajemnice, najgłębszy ból, skrywane rozterki. Ogień należy szanować. Do dziś pamiętam, że w Zawiszy nigdy nie rozpalaliśmy papierem, czy jakimiś śmieciami, i staram się przestrzegać takiego postępowania również dzisiaj. Jeśli papier, to niech ktoś inny rozpala, ja mogę najwyżej pomóc. Jednak zajmować się tym ogniem nie będę.

Ogień kryje w sobie moc. Okadzanie się dymem w wielu kulturach jest jednym z podstawowych zabiegów oczyszczających ciało i umysł. Chroni, dając siłę do przeciwstawienia się temu, co groźne.

Ogniowi oddajemy to, czego nie chcemy wyrzucić, ale nie możemy zatrzymać. Robimy to z szacunku, zarówno dla niego jak i dla siebie samych. Tak uczyniłem kiedyś z moimi starymi wierszami. Dziś ogromna ich część nie istnieje, ponieważ w pewnym momencie oceniłem, że nie powinny istnieć. To wszystko. Ogień pojął to w mig.

Wczoraj na mojej ścieżce zauważyłem ślad czyjegoś szacunku dla ognia...



niedziela, 5 kwietnia 2009

Kolejny znak wiosny


Dziś widziałem żurawie... Śmiem przypuszczać, że one mnie również, ponieważ jak na życzenie (moje) zaczęły krążyć nad wąwozem w sercu dzielnicy. Ale zaczęło się od czegoś innego...

Dziś widziałem pustułkę... A tak dokładnie to dwie. Ganiały się po moim dziesiątym piętrze, lecz od strony zewnętrza. Śmiem przypuszczać, że one mnie również zobaczyły, ponieważ po drugim okrążeniu już się nie pojawiły więcej.

Wtedy zobaczyłem żurawie. Choć tak naprawdę, to najpierw je usłyszałem.