czwartek, 30 października 2008

Ekscytacja


Dziennikarze Radia 3 ekscytują się wyborami prezesa PZPN. Przez cały czas liczenia głosów gorączkowa atmosfera, połączenia z dziennikarzem znajdującym się na miejscu liczenia głosów. Dzwoni słuchacz z prośbą, żeby się tak nie ekscytowali, bo to nie jest sprawa życia i śmierci.

No i masz babo... Żal mi człowieka, u którego stan ekscytacji wywołany może być jedynie przez tak skrajne wydarzenia. Może to był psychopatyczny morderca? Powinienem to gdzieś zgłosić?

Ja, tymczasem, ekscytuję się (m. in.) takimi oto sprawami:

Żmija i Tornado

Ruchome piaski



Ktoś mógłby powiedzieć, że to też sprawa życia i śmierci. Z lekką przewagą tego drugiego...

sobota, 25 października 2008

Capa Press Photo


Długo zastanawiałem się nad tym, jak to w końcu jest z fotografią ukazującą ludzkie tragedie i nieszczęścia. Przyglądałem się nie raz nagrodom w World Press Photo dla zdjęć ukazujących ciała zabitych w atakach terrorystycznych, ofiar kataklizmów i innych nieszczęść. Cały czas czułem niesmak i dziwną niechęć do tego typu zdjęć, zaś o fotografach wykonujących je miałem nie najlepsze zdanie (zazwyczaj: sępy). Jak myśleć o osobach ujętych w kadrze nad ciałem martwego dziecka, które dla wszystkich było OBIEKTEM i nic więcej? Usłyszałem opinię, że to ich praca, że pokazują to, co się na świecie dzieje i że nie miałem nic przeciwko np. Robertowi Capie - fotografowi wojennemu - którego zdjęcia również ukazywały ludzkie cierpienie itd.

Coś mi nie grało, ale nie potrafiłem odnaleźć argumentu. Teraz chyba mam. Jaka jest różnica pomiędzy Capą a współczesnymi zdjęciami, które nie do końca mnie przekonują? Te drugie, mimo drastycznych treści, jakie są nam przekazywane, mówiąc brutalnie - nie dotyczą nas. Wojna na obrazach Capy była wojną nas wszystkich. Jeśli nawet nie uczestniczyliśmy w niej, to trudno znaleźć jakiś kraj, a w tym kraju rodziny, których ta wojna nie dotyczyła. To było wydarzenie totalne.

Dzisiejsze zdjęcia oglądamy z moralnym niepokojem, z wyrzutami sumienia i... na tym zazwyczaj się kończy. Jest to jakaś forma katharsis. Zdajemy sobie bowiem sprawę z tego, że jeszcze nas stać na takie uczucia, że potrafimy współczuć ofiarom i jednoczyć się z nimi przeciwko oprawcom. Tyle, że na tym zazwyczaj się kończy. Uspokojeni wracamy do naszej codzienności.

Jesteśmy egoistami, którzy dla zaspokojenia własnej potrzeby sumienia, nagradzają obrazy pokazujące klęskę tych, którzy mają gorzej. Tylko wtedy jesteśmy w stanie usprawiedliwić kondycję w jakiej się znajdujemy.

Fotografie dzisiejszych lokalnych konfliktów, kataklizmów, wypadków, powinny być tak naprawdę przeznaczone dla osób w te wydarzenia zaangażowanych. Tylko wtedy spełnią swe głębokie i ważne przesłanie. Inaczej pozostaną pustymi treściowo obrazami, chwilowymi - a dzięki temu pożądanymi - wzbudzaczami sumień. Zdobywcami nagród.

piątek, 24 października 2008

Od-wzorowwanie po chińsku (Gombrich)


Każdy zna psy i konie, bo co dzień je widuje. Przestawienie ich podobizn jest bardzo trudne. Natomiast demony i duchy nie maja określonych form i nikt ich nigdy nie widział, toteż łatwo je tworzyć.
(stary chiński traktat o malarstwie)

: E. Gombrich, Sztuka i złudzenie.


Tak już chyba jest, że wszelkie koszmary przychodzą człowiekowi do głowy z lekkością, czy raczej zwiewnością typową dla ich konsystencji.

Oczywiście na tyle, na ile pozwalają im pobrzękujące łańcuchy...

środa, 22 października 2008

Industrialny Jezus


Krypta Ursusa sypie popiół na głowę
chodnik się zwinął
z takiego otoczenia
samotny lis
zachorował na samochód
i zdechł tuż na boku
- czyżby uczulenie na lakier?
stratowany przez konie
świateł ma pewnie dość

Industrialny Jezus nabrał miasta w płuca,
rozwinął ramiona
i skoczył na piwo do baru
dla wielu samotnych
pił
śpiewał
zasnął
ewangelizował pełną piersią -
cóż za styl!

poniedziałek, 20 października 2008

Jaguar Chrystus


Szybki znak krzyża
przed maską kościoła
miejsce za ołtarzem
dłonie na monstrancji
pięć cnót kardynalnych
plus jeden grzech główny
- pamiętaj! nie cofaj [się] przed niczym!
stado dzikich koni
wiedzie cię do światła

Jaguar Chrystus ruszył na zielonym
z piskiem opon
popędził ku zbawieniu świata
szybciej
dalej
więcej
ewangelizacja pełną parą -
cóż za elegancja!

poniedziałek, 13 października 2008

Młokos





Skosiłem go wiosną na wierzbie. Przyczaił się tak, że przez jakiś czas wpatrywałem się w drzewo przeczuwając, że coś jest nie tak. Gdyby ktoś mnie wtedy widział, to pewnie zobaczyłby nawiedzonego i przećpanego proroka, który wypatruje w korze rysów twarzy Mesjasza lub przynajmniej Świętej Panienki.

Niestety, kos mnie ujrzał w takim stanie, a w końcu i ja go dostrzegłem. Zrobiłem zdjęcie na czuja, żeby nie stracić motywu. Przez chwilę jeszcze łudził się, że go nie widzę, po czym odleciał na skos, na drugą stronę stawu.

niedziela, 12 października 2008

***


Czyż to nie dziwne? siedzę w domu, słucham muzyki indiańskiej, czytam o Irlandii a myślami jestem w Bieszczadach!

Albo schizofrenia albo mentalny kosmopolityzm. Niestety realnie jestem dupskiem zanurzony w fotel.

czwartek, 9 października 2008

Prezenty, marzenia i przekora


No proszę, jak mnie rodzinka zaskoczyła. Mój prezent urodzinowy! I to jaki! Kto by się spodziewał, że moje niezrealizowane (może to i dobrze?) marzenie będzie mnie dosięgać w tak nieoczekiwany sposób?!



Tak trochę na przekór siedzę sobie i słucham płyty Southern Exposure Alexa de Grassi. A i tak odpływam, gdzieś na Północ...



Obywatel Reporter


Podobno za mało się chwalę...



poniedziałek, 6 października 2008

Chciałoby się...




Pierwszy śnieg


Odkąd sięgam pamięcią zawsze wyczekiwałem pierwszego śniegu. Kiedy spodziewałem się go, wiele razy przemierzyłem szlak pomiędzy oknem a resztą mieszkania, żeby tylko nie przegapić tej chwili.

Dziś o godzinie 6.51 wyszedłem z mieszkania i momentalnie dotarło do mojej świadomości, że w tym roku coś się zmieniło. Tym razem nie ucieszył mnie przymrozek, a myśl z utęsknieniem wybiegła na spotkanie wspomnień lata. Czy możliwe, że to kwestia wieku? Bez ostrzeżenia, nagle przestałem wyczekiwać, a zacząłem przywoływać minione!

Mam ochotę zjeść kilka jagód prosto z krzaka i zasnąć zwinięty w kłębek w przytulnej gawrze. Nie zdziw się przyjacielu, jeśli odwiedzając mnie zastaniesz na drzwiach tabliczkę:

ZAMKNIĘTE! NIE BUDZIĆ PRZED WIOSNĄ - BĘDĘ GRYZŁ!

piątek, 3 października 2008

W drodze do miasta Łódź, cz. 2


Mostostal
Dacia
Radio Maryja
Renowacja kożuchów
Farby dla każdego


Fakt, miałem pomalować klatkę schodową...

Wyprzedaż -50%. Tego napisu chyba do końca nie rozgryzłem.

Głos z głębi autobusu: "... ale jeśli mówił to obiektywnie, to ok, a jeśli upierał się przy kwestii, która jest nieprawdziwa..."

Głos z boku: "Patrz jak się Kręglicka świetnie trzyma."
Gdzie?

*
Grób przy drodze. Niewielki. Może dziecko. Ciekawe czy takie miałoby ostatnie życzenie - być pochowanym przy drodze pełnej samochodów, które prawdopodobnie były przyczyną jego nie-bycia Dziwny obyczaj. Choć, tak na zdrowy rozsądek, pewnie jest pusty. Symboliczny.

Przyjmuję jeszcze lżejszą wersję, opartą na rzucającym się w oczy szyldzie wytwórni nagrobków znajdującej się kilkaset metrów dalej. To coś przy drodze zapewne jest reklamą w bardzo kiepskim guście. Choć nie było tam nagrobka tylko mogiła usypana z ziemi i płotek z krzyżem.

*
Wytrysk! W zamierzeniu właścicieli hurtowni ogrodniczej, to chyba miała być fontanna. Wyszło, jak wyszło (albo raczej: jak wytrysnęło).

*
Ktoś zostawił na chodniku kołowrotek z nicią kabla wpuszczoną do kanału. Podejrzewam, że pod spodem jakaś mityczna Babcia dzierga na drutach szalik. Puławy to naprawdę dziwne miasto. I jeszcze ten dinozaur pod hurtownią wędlin. Chyba nie będę się tam zaopatrywał...

*
Refleksja: odnoszę wrażenie, że niektórym ludziom komórka niezbędna jest do życia, inni natomiast zapominają o potrzebie zaczerpnięcia oddechu, przynajmniej raz na jakiś czas (patrz: głos z głębi autobusu). Ciesze się, że ja mam swoją wyłącznie do kontaktowania się od czasu do czasu. I to głównie ze mną niż przeze mnie.

*
W jeździe lądowymi środkami lokomocji najbardziej lubię otwarte przestrzenie, z ewentualnie majaczącymi na horyzoncie wierzchołkami dachów. Z drugiej strony, równie przyjazny jest mi widok lasu po obu stronach drogi, przede wszystkim w dzień słoneczny, kiedy plamy światła przedostającego się pomiędzy liśćmi pędzą przez las i rozlewają się po asfalcie oraz szybie pojazdu wpijając się w oczy i w umysł. Chłonę je z całą mocą!

*
Chyba nie byłbym dobrym kierowcą. Zbyt mocno lubię się zagapiać...

*
Knajpa Baba Jaga. Czy ktoś się domyśla czym oni mogą tam karmić?! Za moich dziecięcych lat chatę Baby Jagi omijało się szerokim kręgiem. Jednak wszystko płynie, jak powiedział Heraklit. Może dziś potrawka Jaś w marchewce, Marchewka w Jasiu czy Jaś w Małgosi, to zwyczajna rzecz...

*
Skup palet. Wszystko jasne, w końcu każdy z nas kiedyś pogrywał w ping-ponga...
Stryjeks, Peweks (!). Ciekawe skąd u Radomiaków takie zamiłowanie do eks...?

*
Zasnąłem. We śnie widziałem świętych z dowodami osobistymi stojących w kolejce.

czwartek, 2 października 2008

W drodze do miasta Łódź, cz. 1


27.09.2008

Ten rok już stracony. Kiełkujące zboża, dojrzewające zboża, pokotem leżące zboża. A ja w tym roku nic nie widziałem. Kiedyś zrywałem pojedyncze kłosy pszenicy, żyta, owsa i jęczmienia. Wyłuskiwałem z nich ziarna, które całą garścią wkładałem do ust i żułem.

Mógłbym być kimś innym. Być w innym teraz. Kasa, fura, dom. Ale nie jestem. Byłbym dobrą aktorską gębą od podstawiania głosów np. w kreskówkach. Dobrze mi wychodzi naśladowanie, a szczególnie dobrze naśladuję głos sumienia. Cały czas go słyszę, więc nauczyłem się małpować. W ogóle to słyszę wiele głosów, żeby było ciekawiej, wszystkie naraz. Jednak, wbrew pozorom, nie mam z tym większego problemu. Pewnie dlatego, że kiedy słyszy się wiele jednocześnie, to w gruncie rzeczy dociera tylko szum.

Jadę autobusem. Słyszę szum. Normalka.

Przez szybę świat wygląda szybko. Drzewa już złote, pola zaorane. A przecież parę chwil temu musiały być pełne zbóż. To też jakiś szum. Percepcyjny.


c.d.n.