środa, 28 maja 2014

Obiad!


Piękna scena. Z dziupli dochodziły przeraźliwe wrzaski: Jeść! Jeść! Jeść! Trzeba było towarzystwo uciszyć, więc pojawili się rodzice z robalami...


poniedziałek, 26 maja 2014

Pastele z Podlasia


Gdzieś w drodze. Jak zwykle. Tyle piękna, że trzeba zarezerwować sobie mnóstwo czasu, aby cały czas się zatrzymywać i robić zdjęcia. Przed nami była cała droga (ok. 6 godzin do Opola). Mimo to stwierdziłem, że warto, ponieważ taka sytuacja już się nie powtórzy. Tak to już w naturze natury...

piątek, 16 maja 2014

Włodawa

Ostatnim razem, gdy tam byłem... Pamiętam tylko Suchawę 1988. Samej Włodawy nie, ale sądzę, że od tamtego czasu nie zmieniła się zbyt mocno. Te same wąskie, zaniedbane uliczki... Jest coś niesamowitego w takich powrotach - dym z komina pachnie znajomo, ludzie chodzą za swoimi cieniami...




czwartek, 15 maja 2014

Na wschodzie bez zmian...




Bez urazy, oczywiście. W zasadzie jest to hymn pochwalny z mojej strony, jeśli wziąć pod uwagę fotogeniczność owego braku zmian. Podlasie to rejon fantastyczny dla kogoś, kto podobnie jak ja, niejednokrotnie zdjęcia robi metodą desantu (takie życie!). Niemal zawsze, gdy jadę przez  Podlasie, bądź znajduję się tam przez moment, udaje mi się trafić na dobry motyw czy tez ciekawy, przynajmniej potencjalnie, kadr.


Okolice Ulanu (tuż za Radzyniem Podlaskim) obfitują w przydrożne krzyże otoczone lipami (cóż za zapach!), stare szopy i stodółki, urokliwe pola i zwierzynę, która czasem tak zajęta jest swoimi sprawami, że nie zwraca uwagi na nowy, spokojny element krajobrazu w mojej postaci...




Lubię tam wracać i gwizdać zawodząco... Taki mój dziki, polski konik...

piątek, 9 maja 2014

Warto gwizdać

 Warto gwizdać! Może jestem nienormalny, ale gwiżdżę zawsze, gdy zobaczę w oddali jakiegoś latającego drapieżnika. Dziwnym zbiegiem okoliczności (?!) zamiast uciekać one zaczynają krążyć nade mną. Czasem znad lasu wyleci jakiś facecik i zaskoczony oddala się troszkę ode mnie, po czym zaczyna krążyć przyglądając się gwiżdżącemu dziwakowi.

Kiedyś, w czasach "zawiszakowania" idąc przez las usłyszałem nas sobą myszołowa. W odruchu odgwizdnąłem. Wymienialiśmy się tym piskiem dobrych kilka minut, po czym pojawiły się kolejne ptaki. Byłem podekscytowany!

I tak zostało mi do dzisiaj... Na szczęście braciom mniejszym również. Dzięki temu mogę się pocieszać, że nie jestem jedynym dziwakiem w tym towarzystwie...

Na zdjęciach: błotniak łąkowy oraz myszołów zwyczajny.


sobota, 3 maja 2014

Kobuz z Ulanu


Egzotycznie brzmi nazwa tej wcale niestety nie malowniczej podlaskiej miejscowości - Ulan Majorat. Egzotyczne było dla mnie spotkanie z zamieszkującym rosnący kilka kilometrów dalej las kobuzem (Falco subbuteo). Orliki, bieliki, myszołowy oraz błotniaki, to dla mnie tej wiosny niemal chleb powszedni. Niestety, żaden nie chce podlecieć na tyle blisko, bym mógł wykonać zdjęcie godne oprawienia, a nawet wydrukowania.

Podobnie było i tym razem szczególnie, że i sam kobuz do szczególnie rosłych drapieżników nie należy. Ot, taki średni kuzyn sokoła wędrownego. W różnych źródłach czytamy, że jest nieliczny. Mogę wobec tego uznać się za niesamowitego szczęściarza, ponieważ w ciągu kilku dni pokazał mi się w różnych miejscach naszego regionu (m. in. w PPN).