czwartek, 31 grudnia 2009

Na Nowy Rok - U Studni (SDM)

Spotkamy się kiedyś u studni
Wkoło będzie zielono
Nasze żony będą odświętne
Nawet wódkę wypić pozwolą

Spotkamy się kiedyś u studni
Takiej zwykłej - z kołowrotem
Woda w niej będzie chłodna
W świat uwierzymy z powrotem

Spotkamy się u studni
Być może że na drugim świecie
Bóg przecież jest łaskawy
I pewnie da nam tę pociechę

Spotkamy się kiedyś u studni
Z wiecznie żywą wodą
Bellona też zaprosimy
On przecież będzie polewał

Spotkamy się u studni
I będziemy znów tacy młodzi
Nasze żony będą piękne
Nam wódka nie będzie szkodzić


Tak na Nowy, bez postanowień poprawy, z nalewką w kaburze i ginem przy siodle. Stary jaki był, taki był. W gruncie rzeczy - jego sprawa. Kłócił się nie będę, a jaki będzie jego następca - miłościwie czy niemiłościwie panujący? Jego rzecz. Kłócił się nie będę - oby tylko bliscy i dalecy nie mieli powodów do łez. A jeśli już, to tylko oczyszczających. Źródlanych.

Szamańskie pozdrowienia dla Was wszystkich! Trzymcie się mocno i nie puszczajcie - życie to rollercoaster!

niedziela, 27 grudnia 2009

Św. Apostazja

Jeszcze nie wybudzając się całkowicie z klimatu świąt, uzmysłowiłem sobie, że od paru tygodni w mediach pełno było tematów związanych pośrednio z tym okresem. Artykuły i wywiady na temat dlaczego odchodzę (apostazja) oraz dlaczego nie obchodzę (?).

Najbardziej uderza zawziętość z jaką ludzie rzucają się na kawałek świstka poświadczającego ich zerwanie z instytucją kościoła. Ci zatwardziali ateiści przechodzą prawdziwe męki poświęcenia, żeby uzyskać potwierdzenie od instytucji i przedstawicieli wiary, która nic dla nich nie znaczy! Przyznaję, iż jest to niezwykłe zjawisko. Sam, na pewnym etapie życia miałem bardzo antyduchowe nastawienie do świata, zaś kościół był dla mnie zwykłym ośrodkiem skupiającym ludzi, którzy myślą inaczej. Przez głowę nie przeszło mi, by zabijać się o potwierdzenie z jego strony, że z mojej strony to koniec. Podejrzewam, że różnica tkwi gdzieś w wierze. Oni muszą wierzyć, że ten papier jest im do niewiary niezbędnie potrzebny.

A może chodzi o zwykły szum wokół siebie i tego, że jest się tak wyjątkowym? To z pewnością daje prestiż: walka z niechętnym, opryskliwym księdzem, szarpanie się z potężną i zakłamaną instytucją, wreszcie ostateczne zwycięstwo! Przecież to wzorzec mitycznej podróży bohatera!

Kolejnym z głównych zagadnień jest tradycyjny już wśród młodych zwyczaj nieobchodzenia świąt. A właściwie obchodzenia ich z daleka. Powody mogą być bardzo różne (pomijam banalną niewiarę) - mam dość świąt przy telewizorze, fałszywej życzliwości, udawania, przejadania się, składania życzeń i otrzymywania, co roku takich samych itp. Odnoszę wrażenie, że coś zostało tu namieszane. Jeśli mam dość - zmieniam to, zamiast uciekać z podkulonym ogonem i szukać taniego usprawiedliwienia. No chyba, że ktoś jedzie w góry i lasy. To rozumiem! Ale to z kolei nie wyklucza świętowania.

A ja wciąż daremnie czekam na argumenty oparte na własnej odpowiedzialności za przebieg świętowania. Do tej pory chyba na żaden nie natrafiłem, więc nieustannie szukam. A gdy odnajdę - kto wie...?

środa, 23 grudnia 2009

Święta, święta i... święta!

Wiem, nie w temacie. Co wspólnego ze świętami mogą mieć The Eagles, The Allman Brothers Band czy Eddie Vedder? Któż to wie?! A mnie się jakoś tak nastroiło wewnętrzne radio na fale ultra dalekie - Na północ, zachód i dalej, aż do zawirowania.

Pozdrawiam Was świątecznie zarazem z bliska i daleka, w zależności czy liczyć ową drogę miarą serca czy umysłu. W drugim przypadku błądzę gdzieś w pustkowiu dalekim i mi z tym dobrze. W przypadku serca - tylko wspólnie, tylko w doborowej kompanii!

RADOSNYCH ŚWIĄT!







poniedziałek, 21 grudnia 2009

Lenka



Podoba mi się jej na przekór, jej języczek pokazany oku świata, jej "a nie będę" i "dajcie mi spokój!", choć domyślam się, ile to może nerwów kosztować w przyszłości. Mam nadzieję, że nie stanę na jej drodze do wolności i samostanowienia - do radości i trosk życia.

wtorek, 15 grudnia 2009

Trzecie oko

Czasem czuję na sobie czyjeś spojrzenie. Czasem instynktownie wiem, z której strony dotyka mnie badawczy, ciekawski bądź przypadkowy wzrok. To jest, jak sądzę, owo ezoteryczne trzecie oko, o którym tyle się pisze we wszelkiego rodzaju wydawnictwach typu the truth is out there.

Trzecie oko, dzięki któremu przetrwaliśmy, wycinając maczetą umysłu ścieżkę wiodącą z łona Matki Natury w nieznane. A wyposażyła ona swoje marnotrawne dziecię w broń wszechpotężną, na swoją zgubę. Dzięki temu darowi człowiek przetrwał najcięższe momenty w kołysce, urywając łeb hydrom, które czyhały na niego na każdym kroku. Niestety, również dzięki owej mocy wyrwał się z gniazda, które następnie podpalił, czego skutki zaczynają oddziaływać na naturę coraz dotkliwiej. Ktoś może się zżymać twierdząc, że zaczęły już dawno, jednak kołyskę opuściliśmy przecież przed momentem zaledwie... Jeszcze jesteśmy oseskami. Wyrodnymi, ale jednak oseskami. Jeszcze możemy powrócić.

W zatłoczonym autobusie uświadomiłem sobie, że człowiek nieświadomie sam sobie odbiera dar trzeciego oka. Rozglądam się dokoła czując na sobie spojrzenia. Nikt nie patrzy. Patrzę na kogoś, a ten nie zwraca na mnie uwagi, choć staram się sprowokować go długim przyglądaniem się. Rzecz jasna, część z niepatrzących czuje wzrok na sobie, lecz celowo ignoruje go i się nie rozgląda.

Pod tym względem zwierzęta są bardziej szczere. Mój pies często wyczuwa utkwiony w sobie wzrok, mimo że nie czuje się zagrożony. Nasza socjalizacja polega m. in. na upchnięciu w tłumie, gdzie nikt nikomu w oczy nie spogląda, by nie prowokować - ileż to razy w podstawówce słyszałem: "No i co się na mnie gapisz?! W ryja chcesz?!". Kiedyś wgapialiśmy się, gdy chcieliśmy dać w ryja! A odnajdywaliśmy wpatrzonego w nas potencjalnego napastnika, gdy trzeba było ocenić, skąd nadejdzie spodziewany atak i jakie mamy szanse na ewakuację.

Nippon

Kraj Kwitnącej Wyśni [się]

sobota, 12 grudnia 2009

Dzikość i kontrola

- A ja lubię kłopoty.
- My nie - odrzekł zarządca - Wolimy, żeby wszystko szło nam wygodnie.
- Ja nie chcę wygody. Ja chcę Boga, poezji, prawdziwego niebezpieczeństwa, wolności, cnoty. Chcę grzechu.
- Inaczej mówiąc - stwierdził Mustafa Mond - domaga się pan prawa do bycia nieszczęśliwym.
- No więc dobrze - rzekł Dzikus wyzywającym tonem - domagam się prawa do bycia nieszczęśliwym.
A. Huxley, Nowy wspaniały świat

Czy aż tak do końca, tak bezodwrotnie potrafimy być Dzikusami? Ilu z nas jest Dzikusem, ale tylko do momentu, gdy nie kłóci się to z wygodą? Ilu z nas marzy by być Dzikusem, ale tylko do czasu, gdy trzeba opuścić fotel? Są też na pewno tacy wśród nas, którzy wolą stabilność i ład. Mieć kontrolę nad wszystkim jest dobrze. Nic nie zaskakuje - to wyrzeczenie, ale też przywilej.

Wbrew pozorom drogi środka nie ma. Środek jest oszukiwaniem siebie lub najwyżej chwilowym kaprysem. Dzikus czasem lubi odpocząć w fotelu, gdy uporządkowany i utorowany świat go zmęczy, a gdy zapragnie już pozostać w tym fotelu przeradza się, przeistacza w Monda.

Środek to wygodny wybieg - sprytny wybieg umysłu, naszego centrum dowodzenia, który musi kluczyć, by nie przyznać się do porażki, a jest nią totalna kontrola, jak i zupełny jej brak.

Światełko w tunelu.
Mała, obsrana przez muchy żarówka bujająca się na przerdzewiałym gwincie.

piątek, 11 grudnia 2009

Judasz



Przyłóż oko do wizjera i patrz, aż zobaczysz, że to co pierwotnie wydawało się czymś, jest zupełnie czym innym. A może przekonasz się, że nie ma tego wcale?

Królik jest najedzony. Zapadł w sen. Podejrzyj go. Właśnie szykuje się do zimy. Patrzy na ciebie przez wizjer.

Jesteś naga.

Judasz wszystko odkryje. Patrz przeze mnie i nie sądź, że możesz osądzać.

Patrzę przez ciebie. Widzę, mimo ciebie.

środa, 9 grudnia 2009

Zmiana punktu widzenia, czyli rzecz o...

Ledwo co widzę. Ledwo cokolwiek widzę, co jakiś czas. Co jakiś czas widzę coś, co za jakiś czas się rozpływa. A rozpływa mi się wszystko – dłoń, klawiatura, książka w dłoni, chodnik, i puszka z piwem (bynajmniej, wcale nie z powodu, który sam bezczelnie się narzuca).

Właśnie robię za szamana doświadczalnego. Patrzę w dal – widzę. Patrzę w bliż (a co?) nie widzę. I na odwrót. A wszystkiemu winne one. Winne niestety w-inny sposób niż wino. One przyprawiają mnie o zawrót głowy. Głowa mi zawraca, zawraca, zawr... Wrrr, a miało być tak pięknie.

Dostałem trzy rodzaje na przetestowanie, bo niestety mam problem z rogami. Ktoś ich w porę nie przypiłował, a teraz weź i cierp, człowieku. Testuję zatem. Można powiedzieć, że cały jestem jednym wielkim testamentem. Test-amen.

Jestem bardzo nietypowy – na niekorzyść tym razem. Nie można dopasować ich lub, patrząc z drugiej strony, mnie. Wolę tę drugą wersję, choć prawda zapewne leży pośrodku i kwiczy taplając się w błocie. Tak czy inaczej
"Houston mamy problem! Widzimy ziemię..."
"No, to chyba nie macie problemu?!"
"...ale nie tę!"
.

Jeszcze nie widzę dźwięków, choć przez moment odniosłem takie wrażenie. Na wszystko przyjdzie czas. Jestem Test-Amen. Do skutku, aż któreś z tych cholernych soczewek poradzą sobie z takim niepokornym typem.

czwartek, 3 grudnia 2009

Wolność Identyczność Stabilność

(...) to jest cała tajemnica szczęścia i cnoty. Lubić to, co się musi robić. (...) Wszelkie warunkowanie zmierza do jednej rzeczy: do sprawienia, by ludzie polubili swe nieuniknione przeznaczenie społeczne.


Kto? Co? Zwycięzca zgadywanki dostanie w nagrodę szczery uśmiech Mustafy Monda.

The En-trance