czwartek, 26 listopada 2009

Beztreściowiec szamanicus

Coś wyprało mi umysł. Niezwykłe doznanie, gdy w głowie kołaczą się jakieś pomysły, ale nie przybierają żadnej określonej formy. Kłębowisko w wężowych splotach dusi samo siebie. Pomysł pożerający swój własny ogon. Z dnia na dzień przybywa coraz więcej pomysłów nieuformowanych i bezkształtnych rozsadzając ten mały nośnik, jakim jest mój mózg. Chaotycznie przelewam na coraz większą ilość kartek to, co uda mi się wysupłać - kartek coraz więcej, a kłębowisko niczym głowa hydry odrasta i odrasta.

Tonę w kartkach, które nie niosą żadnego znaczenia (beztreściowce - jest taki gatunek w przyrodzie? Jeśli dotąd nie istniał - to już istnieje), ponieważ nie znam kodu, nie pamiętam w jakiej kolejności należy je odczytywać.

Wracam myślą i zajmuję oczy czymś z zewnętrza. Czymś co daje wytchnienie na moment. Łyk nieba przez kraty.

piątek, 20 listopada 2009

Chmura

jestem Wielka chmura
boicie się mojego gniewu
drżycie na myśl o klęskach jakie na was mogę zesłać
gdy tylko będę miała kaprys

przerażam was… Maluczcy!
chowacie się przede mną,
ale ja śmieję się w kułak!

wiem, gdzie jesteście
wiem, że jesteście i to mi wystarcza
czuję wasz strach...
że nie przyjdę i zeschniecie do cna

wasze plony na mojej łasce
wasze trzody na mojej łasce
wasze życie na mojej łasce

niebo drży, gdy daję upust mojej furii
wiecie, że potrafię rozognić każdą ranę
gdy widzicie mnie na horyzoncie

Niszczę wasze plony!
Zabijam waszą trzodę!

jestem Krowa, Która...

Kromka chleba

Dziś obok mnie spadła kromka chleba. Z nieba. Szedłem sobie z psem i nagle pac! Gdybym miał tendencję do rozpatrywania wszystkiego w kategorii znaków, to pewnie pomyślałbym, ze Ktoś lub Coś daje mi do zrozumienia, że... Że co? No właśnie, czy w jakimś słowniku symboli, tudzież zwyczajów i obrzędów, pisano o takim wydarzeniu?

Oczywiście, gdybym wierzył, że wszystko dokoła patrzy na mnie aluzyjnie. Taka delikatna sugestia. Przecież mogła mi spaść na głowę i w dodatku być posmarowana masłem lub dżemem! Ale to chyba nie działa w ten sposób.

Znalazłem prostsze wytłumaczenie. Pod wieżowcami, ktoś wysypał całą siatę kromek. Wnioskowanie proste - ptaki jedzą ziarno, chleb jest z ziarna, więc ptaki jedzą chleb. Ale czy powinny jeść chleb? Nad tym ludzie się nie zastanawiają. Jakoś w drugą stronę to nie działa - ludzie jedzą chleb, chleb jest z ziarna, ludzie jedzą ziarno... Niektórzy na pewno tak, ale czy to reguła?

Jakiś gawron wypuścił z dzioba kromkę chleba. Kromka spadła obok mnie.

środa, 11 listopada 2009

Z Bieszczadu - powrót

Było mokro i mgliście, choć całkiem ciepło, jeśli porównać z L. Było bieszczadzko. Bieszczad na powitanie przysłał łanię, w której lustrze mogliśmy się przejrzeć przez dłuższą chwilę, ponieważ nie było jej spieszno. W świetle reflektorów wyglądało to wspaniale, choć po aparat nikt nie sięgnął. A była tak blisko. Później jeszcze sarny, lis. Można by rzec: jak zwykle! Lisa widzę za każdym razem, gdy jadę przez Bieszczad. I sarna też nieraz się przytrafiła. A mówię tu tylko o sytuacji "dojazdowej", bo gdy przez las szlakiem lub przez chaszcze...

Sobota we strugach deszczu. Jednak aparat trzeba było wyciągnąć, bo jakże inaczej?! Tyle imprez - hubertus, zaduszki zakapiorskie... Sprzęt do reklamówki, w reklamówce dziura na szkło i wio!





Deszcz nie dał za wygraną. Bieszczad nie chciał się odsłonić. Kusił, uwodził, a kiedy aparat znalazł się w ręku - góry zaczynały płakać ze śmiechu. Naigrawał się z nas. Cóż, ma do tego prawo i nie mam pretensji. Ważne, że nim pooddychałem przez ułamek chwili w towarzystwie tych, którzy mają go pełne płuca i już nie potrafią oddychać niczym innym.








niedziela, 8 listopada 2009

Z Bieszczadu

Wróciłem dzisiaj. Dzielę się myślą słowami poety Bieszczadu

jeszczem między wami
a już mnie tu nie ma
do odlotu się zbieram
jak sójka za morze
i wybrać się nie umiem

ponaglają mnie
dobrzy ludzie kochani
ponaglają słowem
i uczynkami szlachetnymi

idź mówią
czas już na ciebie

a mnie jeszcze niesporo
jeszczem między zielenią Bieszczadu
jeszczem w trawach i potokach zacienionych

chowam się przed jutrem
które przyjdzie jutro

[Ryszard Szociński, z tomu Jako ptaki Bieszczadu]



A mnie słów jeszcze brak, jeszcze stoję na Honie i patrzę na potężne konary smagane deszczem. Jeszcze mnie wiatr popycha: Idźże przed siebie, idź! Jeszcze się namyślić nie mogę...