sobota, 27 sierpnia 2011

Chałupa Elektryków (lata 90)

Zebrało mi się na wspomnienia. Jakoś nie potrafię od nich ostatnio uciec . Ścigają mnie i dopadają w każdym momencie. Jednak najczęściej wracam w głębokie lata mojej młodości. W czasy eskapad w Beskid Niski ze zgrają kolegów i koleżanek. To jedna z niewielu okoliczności, gdy lubiłem "tłum". Do dziś czuję zapach traw na Biskupim Łanie (dokładnie - przez A! :P), czuję smak wody ze studni pod Chałupą. Żadne późniejsze włóczęgi po Beskidach czy Bieszczadach nie miały tamtego klimatu. Może to dobrze, może źle. Tak już jest.

Teraz wszyscy rzuceni w różne okoliczności. Jedni dobre, inni nie wiem, a jeszcze inni pewnie w niezbyt dobre. Jednak wielu z tych ludzi pamiętam. Twarze, śmiech (pamiętam dużo śmiechu) oraz, mniej więcej, zachowania. Nie pamiętam głosów. Nie słyszę ich. W sumie, prawie jak we śnie. Czy to korytarz w mojej jaskini? 

Zdjęcie wykonał zapewne Jankes. Większość zdjęć z tamtych wypadów wykonywał Jankes. A jeśli ktoś jeszcze fotografował, to niestety - nie mam namiarów. Szkoda.


Żydowska handlarka z Kowalskiej (inscenizacja)



czwartek, 25 sierpnia 2011

Kowalska, 80 lat później




Inicjatywa z okazji 100 urodzin Stefana Kiełszni, lubelskiego fotografa-dokumentalisty. Teatr NN oraz uczniowie Zamoja przenieśli wycinek ulicy Kowalskiej w połowę lat 30 ubiegłego wieku. Było krótko, ale ciekawie. Jeden z mankamentów - parkujące przy ulicy bardzo współczesne automobile.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Jaskinia IV

Jedyna rzeczywistość to jaskinia. Nie ma żadnego zewnętrza. Wszystko się w niej zawiera. Tylko zazwyczaj brakuje światła, by ujrzeć prawdę. Dlatego należy wnikać do jej wnętrza z odrobiną ognia. Nie przejmować się otarciem łokci i kolan. I nie zapominać o tym, by sprawdzać czy trafiliśmy na jakieś rozszerzenie i możemy wreszcie wyprostować plecy. Bywa, że idziemy na czworaka, gdy już od dawna moglibyśmy odetchnąć i rozprostować kości. Życie.

Ciemności są zbawienne na pewnym etapie. Wąski korytarz przeraziłby pewnie niejednego śmiałka. Tymczasem wchodzimy do wnętrza jaskini karmiąc się jeszcze iluzją zewnętrza, że to nie potrwa zbyt długo - wąski korytarz, ciemność, wilgoć i drążący umysł odgłos kapiącej ze sklepienia wody. Dopiero później dociera do nas cień prawdy. Będzie to trwało na tyle długo, że zewnętrze utraci dla nas swoją realność na rzecz jaskini. Do momentu, gdy będziemy na to gotowi.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Jaskinia III

Jaskinia żyje. Sama maluje swoje ściany, nasz umysł i rękę traktując jako narzędzie. Ona tworzy matrycę dla naszych wyobrażeń i podejmuje za nas wybór dotyczący tego, jaki i w którym miejscu na jej ścianach ma się znajdować wizerunek.

A może nie? Może jaskinia jest tylko tablicą, na której zapisujemy wszystko to, czego w niej nie ma a być (przynajmniej w naszym wyobrażeniu) powinno? Wchodzimy do niej na klęczkach, skuleni, prześlizgujemy się na brzuchu poprzez zawężenia korytarzy szukając kolejnej komnaty, by wydobyć wszystko to, co tkwi w naszych rozgorączkowanych umysłach?

A jeśli nie? Może z każdej komnaty trzeba wydobyć to, co dla niej szczególne? Co o niej stanowi a jednocześnie w jakiś sposób odnosi się do nas? Jeśli coś z niej wydobywamy, to wniosek można wyciągnąć tylko taki, że już coś się w niej znajdowało.

A może nie? Może nie wydobywamy nic z jej ścian i jej głębi, lecz jedynie z naszej nieświadomości, którą uzewnętrznia bodziec w postaci słabo oświetlonych pochodnią ścian i cieni błąkających się po setkach zakamarków?

A może Platon się mylił i nie ma nic poza Jaskinią?

Zielnik

sobota, 6 sierpnia 2011

Ewelinka, Michał i mała pszczółka

Mała pszczółka znalazła się na zdjęciu przez przypadek. Zdjęcie miało uwiecznić bajeczny pobyt nad morzem w "przeddzień" jakościowego przeskoku w życiu, ale pszczółka pracowicie pojawiała się w prawie każdym kadrze.

środa, 3 sierpnia 2011

Pantera chińska, ZOO w Łodzi




Przykry widok, gdy rodzice chcąc zaimponować swoim dzieciom dają przykład zwykłej bezmyślności. Dawno już nie byłem w ZOO, ale specjalnie dla Lenki wybraliśmy się do ogrodu w Łodzi. Ona była zachwycona ("koć, koć!"), a ja patrzyłem jak inni rodzice z pociechami na ramionach dokarmiają wikunie, zaś inni zwiedzający drażnią przez kraty pantery, by wykonać bardziej efektowne zdjęcie. Smutne to.