poniedziałek, 30 maja 2011

Kozienice i okolice

 Jak zwykle bez mapy, bez przygotowania i planu. Ruszyłem w las i postanowiłem zrobić zdjęcie. Pech chciał, że las skończył się "tuż za rogiem". Znalazłem się w jakiejś wsi, której nazwy nie pamiętam. Uprzejmy rolnik wywiózł mnie ciągnikiem w pole. Nie powiem, na moje własne życzenie. 3 może 5 kilometrów. Spontan. Niestety ta decyzja kosztowała mnie marszrutę asfaltową, okrężną drogą do Kozienic. Aparat w ręku trzymałem tylko i wyłącznie po to, by ulżyć plecom.

Kiedy wreszcie stwierdziłem, że nie ma co się wygłupiać (przyciągałem wzrok każdej pracującej w polu grupki ludzi) i schylałem by schować sprzęt, zauważyłem kątem oka, że z odległości kilkudziesięciu metrów przygląda mi się sarna. Szybko więc podniosłem aparat do oka. To trochę ją przestraszyło (ciekawe dlaczego...?). Kiedy jej szamotanina wyglądała coraz bardziej desperacko, postanowiłem się zmyć i dać jej odsapnąć. Musiała biedaczka zabłądzić w czasie nocnej wędrówki i chowała do południa w trawie. Mam nadzieję, że ostatecznie znalazła jakieś wyjście z opresji.



piątek, 20 maja 2011

O wilku mowa

Wilki potrafią mówić. A co więcej, jesteśmy w stanie je zrozumieć. Nie potrafią jednak kłamać. I dlatego właśnie nie ma dla nich miejsca w cywilizowanym społeczeństwie. Wilk nie potrafi nas okłamać, podobnie jak pies. Dlatego właśnie sądzimy, że jesteśmy od nich lepsi.

Mark Rowlands

wtorek, 17 maja 2011

Wilk Wydra

Górski potok. W potoku stoi wilk. Prawdopodobnie zarażony jakąś chorobą po tym, jak pogryzł się z chorym psem. Jego pan-przyjaciel (opiekun?) próbuje ocalić go od obławy. Wilk zaatakował psa, który stanowił realne zagrożenie roznosząc chorobę. Czyżby był tak mądry i chronił swego pana? Może też innych? Ludzie, jak to ludzie, wszystko interpretują na opak. Może się mylę?

W każdym razie dla wilka nie ma już szans. Umiera. Stoi patrząc na nas, nadchodzących potokiem. Jestem jego panem. Chce mi się wyć. Wilk, lepiej niż ktokolwiek inny wie, że nadszedł jego czas. Robi kilka kroków i znika za tkwiącą w potoku skałą.

Patrzę w dół. Pod deskami prowizorycznego mostku widzę głowę wydry. Wiem, że to jej koniec. Jest mi strasznie smutno. Czuję wewnątrz ogromny ciężar.

Patrzę w górę pomiędzy deskami. Widzę ludzi. To koniec.

Widzę skałę, za którą zniknął wilk i pomost. Nikogo już tam nie ma. Nie widzę potrzeby, by się  zbliżać do tego miejsca. Budzę się. Jest 5.30 nad ranem.

Zasypiam. Jeszcze tyle czasu...

Górski potok. W potoku stoi wilk.
...
Patrzę w górę pomiędzy deskami. To koniec.


Na prowizorycznym mostku ląduje śmigłowiec. Patrzę na to z góry.


Budzę się. Jest 7.09 nad ranem. Jeszcze sześć minut do alarmu.

niedziela, 15 maja 2011

Koniec miasta


Tak się kończą Kozienice od strony osiedla Polesie. Tuż za kadrem kapliczka, prawdopodobnie poświęcona jakiemuś patronowi płodności, zważywszy na to, że wystarczy przejść kilkadziesiąt metrów w głąb sosnowego lasu i znajdziemy się na polance ukazującej zwyczaje tutejszej młodzieży. Najgęściej ściółkę porasta egzotyczny gatunek Durex Durex, który świetnie przyjął się na glebie przesiąkniętej źródłami Spirytus Maximum.

wtorek, 10 maja 2011

Definicja człowieka

"Ludzie to zwierzęta, które wierzą w opowieści o samych sobie. Ludzie to łatwowierne zwierzęta."
                                                                                                             Mark Rowlands.

czwartek, 5 maja 2011

W mowie, myśli i czynie

Tyle się zadziało od ostatniego wpisu, że aż się wstydzę. Mieliśmy obchody rocznicy, beatyfikację, koniec znanego terrorysty (och, Amerykanie cieszyli się jak dzieci. Szczerze, zanim usłyszałem o powodzie ich radości pomyślałem sobie, że witają Obcych, odkryli życie na Marsie, albo dowiedzieli się, że Indianie jeszcze istnieją...).

Cóż zrobić? Człowiek drogi -wyrażę to klarowniej: w drodze - nie ma czasu pisać, robić zdjęć ani nawet myśleć, więc słów u mnie ostatnio jak na lekarstwo. Zauważyłem wręcz, iż delikatnie się uwsteczniam i zaczynają mnie cieszyć słowa typu krowa, koń, Elmo, bądź nawet onomatopeje: hau hau, miauuu, krakrakra... Z pewnością ma to swoje dobre strony - córka ma całkiem dobrego towarzysza zabaw.

W święta rzucałem okiem na film Konwój i stwierdziłem, że prosta fabuła, niewyszukane dialogi oraz schematyczność postaci policjanta, jako wsiowego głupka, wcale mi nie przeszkadzają, mimo upływu lat. Chyba, jak wyraził to kiedyś trener Engel, nie progresuję.