piątek, 25 lipca 2008

Konkurs


A co? Biorę udział. To jest ciekawe, że im więcej człowiek ma zdjęć w swoich zbiorach, tym mniej znajduje tych, które warto komuś pokazać. W każdym bądź razie ja tak mam. Zawsze miałem opory przed konkursami, bo zawsze to-nie-jest-TEN-czas, co w wolnym tłumaczeniu powinno się odczytać jako: NIE MAM DOBRYCH ZDJĘĆ!

Na Smereku

Nie wiem czy to kolejna przekreślona szansa na Bycie-Gdzieś-Indziej czy coś innego powoduje u mnie nastrój sentymentalno-refleksyjny. W TV piosenka Presleya You were always on my mind. Ciągnie mnie, jak co roku, do Mrągowa, Giżycka, na Bieszczadzkie Anioły i na Shanties do Krakowa.

A zdjęcie jest właśnie nośnikiem tych chwil i tych miejsc Gdzie-Byłem i Gdzie-Chciałbym-Być-Ponownie... Lub przynajmniej uczuć związanych z byciem gdzieś, gdzie chciałoby się być. Można powiedzieć, że istnieje analogia.

środa, 23 lipca 2008

Patrzeć, żeby widzieć.


Dziś nie widziałem lwa! Myślę, że normalnie to nic dziwnego. Sądzę, że nikt z mieszkańców naszego miasta czy kraju, o ile nie pracuje w zoo, nie widzi lwa. Jechałem sobie autobusem i spojrzałem w kierunku Starego Miasta. To co mi się rzuciło w oczy, to brak kamiennego lwa na wzgórzu pod zamkiem. "O, zabrali go - pomyślałem - pewnie będzie renowacja". Bo to przecież takie normalne, że do renowacji zabiera się pomnik z miejsca, w którym stoi. No, ale to była pierwsza myśl. Jednak umysł się nie poddał i zaczął gorączkowo za pomocą oczu poszukiwać brakującego elementu krajobrazu. Okazało się, że jest na swoim miejscu, a ja szukałem go o parę metrów od jego miejsca. Stał na tle jasnego budynku, więc go kątem oka nie zobaczyłem, co wprowadziło umysł w błąd. Na szczęście umysł, nie w ciemię bity, rozpoczął poszukiwania na własną rękę i znalazł. To dobrze. Jeszcze ze mną nie jest źle.

Trzeba patrzeć, słuchać, mówić uważnie. Trzeba patrzeć, żeby zobaczyć; słuchać, aby słyszeć; mówić, gdy ma się coś do powiedzenia. Bardzo łatwo jest samego siebie wprowadzić w błąd.

Może poza polityką - tam, to wszystko dzieje się celowo.

wtorek, 22 lipca 2008

Nomów Księga Wyjścia


"Poza tym uważał, że jeśli myśli się wystarczająco intensywnie, powinno się samemu rozwiązać wszelkie problemy. Choćby wiatr - zawsze dziwiło go, skąd się bierze, dopóki nie zrozumiał, że wywołują go kołyszące się gałęzie drzew"
Terry Pratchett

piątek, 18 lipca 2008

Hola!


Dużo upłynęło wody od ostatniego wpisu. Nie wiedzieć czemu, czuję się za ten stan rzeczy odpowiedzialny. Niniejszym dokonuję wpisu.

Alcala de Henares - miasto bocianów. Niemal na każdym kościele bocianie gniazda. Bociany nocują stojąc na metalowym krzyżu na szczycie kościelnej wieży. Stoją na czubkach wysokich drzew. Kołują nad głowami. Gdyby tak było w czasach Miquela de Cervantesa, to obawiam się, że Don Quijote nie z wiatrakami by walczył.


Byłem na południu. O wschodzie, w południe, o zachodzie i o północy. Chcąc być dokładnym powinienem dodać, że równo przez tydzień. I muszę przyznać, że łatwo jest polubić również południową stronę życia. Właściwie trudno stwierdzić jednoznacznie, jaka jest owa południowa strona życia, ponieważ życie najintensywniej dzieje się tam od zmierzchu do świtu. Na czas siesty ulice puste, bary wymarłe, sklepy pozamykane (przeważnie). Za to, gdy słońce osuwa się za horyzont, zaczyna się dziać. Dzieje się intensywnie, hałaśliwie i wesoło niemal do rana.


Sigüenza - Trzy staruszki siedzące na ławce i rozprawiające o wydarzeniach ostatniego dnia powoli zbierają się do odejścia... Schodzą powoli... Wraz ze słońcem... Uliczką wiodącą do średniowiecznej katedry, gdzie bary, knajpy, restauracje porozstawiały na całej długości ulic i szerokości chodników stoliki. Babcie wiedzą co dobre.

Buenas noches!