Pogoda niewyjściowa. Mżawka na dworze, więc oddaję się mrzonkom. Przeglądam notatki, których dziennie produkuję ostatnio masę, po to, by wieczorem odłożyć na stos. Bezskutecznie czekam aż zapłonie - ideą? Nic się nie dzieje. Jak w polskim filmie... Pies nic sobie nie robi ze zmiany czasu. Działa o wiele bardziej racjonalnie niż człowiek, który wymyślił kalendarz, a teraz robi wszystko by temu tworowi podporządkować naturę i, przede wszystkim, swoje życie. Cofamy godzinę, popychamy godzinę. Gonimy i uciekamy przed czasem. Berek. W notatkach coś miałem na ten temat, ale w stosie, który jeszcze nie płonie (dlaczego?) nie chce mi się szukać. Słucham bluesa i patrzę przez okno. Za oknem mleko. Naleję go sobie do kawy, może będzie lepiej smakowała, bo mi jakoś gorzko... Na dworze inspiracja czyha na mnie za każdym rogiem. Etno-taca, którą ktoś zostawił pod wieżą, z której opuszczam się po linie - dziś zakończonej zawieszoną dla ułatwienia ucieczki puszką, kusi fotogenicznością. Puszkę można ...