Niedziela
Pogoda niewyjściowa. Mżawka na dworze, więc oddaję się mrzonkom. Przeglądam notatki, których dziennie produkuję ostatnio masę, po to, by wieczorem odłożyć na stos. Bezskutecznie czekam aż zapłonie - ideą? Nic się nie dzieje. Jak w polskim filmie...
Pies nic sobie nie robi ze zmiany czasu. Działa o wiele bardziej racjonalnie niż człowiek, który wymyślił kalendarz, a teraz robi wszystko by temu tworowi podporządkować naturę i, przede wszystkim, swoje życie. Cofamy godzinę, popychamy godzinę. Gonimy i uciekamy przed czasem. Berek.
W notatkach coś miałem na ten temat, ale w stosie, który jeszcze nie płonie (dlaczego?) nie chce mi się szukać. Słucham bluesa i patrzę przez okno. Za oknem mleko. Naleję go sobie do kawy, może będzie lepiej smakowała, bo mi jakoś gorzko...
Na dworze inspiracja czyha na mnie za każdym rogiem. Etno-taca, którą ktoś zostawił pod wieżą, z której opuszczam się po linie - dziś zakończonej zawieszoną dla ułatwienia ucieczki puszką, kusi fotogenicznością. Puszkę można zatrzymać na nieparzystych piętrach (wyłącznie). Wyjątkiem jest piętro X. Powód do dumy. Z czegoś trzeba być dumnym.
Bogatka zrosiła moją głowę kroplami strząsanymi z liści. To powinno wróżyć powodzenie. Mogłoby, ale... krople trafiają na kark. Chłodno wita mnie nowy dzień. Gołębie do połowy zanurzone w kałuży nie zamierzają przerywać kąpieli, mimo, ze prawie je zadeptałem.
Muza obnażyła przede mną wszystkie swoje wdzięki!
Nie miałem przy sobie aparatu...
Wspominam inne z nią spotkania...


Pies nic sobie nie robi ze zmiany czasu. Działa o wiele bardziej racjonalnie niż człowiek, który wymyślił kalendarz, a teraz robi wszystko by temu tworowi podporządkować naturę i, przede wszystkim, swoje życie. Cofamy godzinę, popychamy godzinę. Gonimy i uciekamy przed czasem. Berek.
W notatkach coś miałem na ten temat, ale w stosie, który jeszcze nie płonie (dlaczego?) nie chce mi się szukać. Słucham bluesa i patrzę przez okno. Za oknem mleko. Naleję go sobie do kawy, może będzie lepiej smakowała, bo mi jakoś gorzko...
Na dworze inspiracja czyha na mnie za każdym rogiem. Etno-taca, którą ktoś zostawił pod wieżą, z której opuszczam się po linie - dziś zakończonej zawieszoną dla ułatwienia ucieczki puszką, kusi fotogenicznością. Puszkę można zatrzymać na nieparzystych piętrach (wyłącznie). Wyjątkiem jest piętro X. Powód do dumy. Z czegoś trzeba być dumnym.
Bogatka zrosiła moją głowę kroplami strząsanymi z liści. To powinno wróżyć powodzenie. Mogłoby, ale... krople trafiają na kark. Chłodno wita mnie nowy dzień. Gołębie do połowy zanurzone w kałuży nie zamierzają przerywać kąpieli, mimo, ze prawie je zadeptałem.
Muza obnażyła przede mną wszystkie swoje wdzięki!
Nie miałem przy sobie aparatu...
Wspominam inne z nią spotkania...


Komentarze
pomyślałam, że urozmaicę trochę mżawkową aurę pozdrowieniami jesiennymi ;)
od jakiegoś czasu zaglądam na Twojego bloga i bardzo mi się u Ciebie podoba ;)...
chciałam wysłać prywatna wiadomość, ale coś uparcie wraca... wiec zostawiam tu pozdrowienia tylko ;)
mimo wszystko pięknej niedzieli
m
pozdrówka!
"Za oknem mleko. Naleję go sobie do kawy..." Dla takich perełek warto czytać blogi :)
A czas jest wydarzeniem ponadczasowym... :)
U nas niedziela też mżawkowa, ale mamy ciasto na ocieplenie jesiennych nastrojów.
ciekawa jestem dlaczego muza jest zawsze kobietą? to dyskryminacja nas, kobiet heteroseksualnych!