Arche-typ
jestem arche
typem, co sam w sobie i dla siebie
zawiera początek i koniec wszystkiego
wszelkie życie ze mnie,
a po mnie możliwe już tylko nic
bo cóż komu po-mnie?
jestem arche
jedyną zasadą
brakiem wszelkich zasad
*
Wyprzedziliśmy czas. Będzie nas to dużo kosztowało. Wbrew pozorom nie żyjemy dłużej. Żyjemy szybciej. To daje nam pozór. Marzymy o nieśmiertelności, w wersji ocenzurowanej: długowieczności, tymczasem robimy wszystko na przekór marzeniom.
Omijamy życie szerokim, coraz szerszym łukiem łudząc się, iż nurzamy się w pełni. A gdy na chwilę zdarzy się zatrzymać, nie potrafimy dojrzeć naszego życia. Zaglądamy zatem do albumów z rodzinnymi zdjęciami. Zastygłe twarze, nasze jestestwa zostawione w zamierzchłych (dla nas samych) czasach. W nigdy nie byłych czasach. Nie istniejemy. Nie wspominamy. Nie pamiętamy.
Bo jakże pamiętać coś, co nigdy nie miało swego czasu? Nasze istnienie toczy pod górę swój kamień w czasie zapożyczonym, niedopasowanym do żadnego z nas. I tak przemijamy (optymistyczne założenie: jakoś tam istniejemy) taplając się w trzęsawisku namiastek, by ostatecznie zamienić się w świętych imiennych, lecz nieznanych. Nieznanych sobie, a tym bardziej komuś. A może nawet nieznanych komuś, więc tym bardziej sobie? Oczy Innego są zwierciadłem naszej duszy. Tyle że dziś nikt nikomu w oczy nie patrzy. Po co zbyt wiele o sobie wiedzieć? Jeszcze musielibyśmy uznać, że nie żyjemy...
typem, co sam w sobie i dla siebie
zawiera początek i koniec wszystkiego
wszelkie życie ze mnie,
a po mnie możliwe już tylko nic
bo cóż komu po-mnie?
jestem arche
jedyną zasadą
brakiem wszelkich zasad
*
Wyprzedziliśmy czas. Będzie nas to dużo kosztowało. Wbrew pozorom nie żyjemy dłużej. Żyjemy szybciej. To daje nam pozór. Marzymy o nieśmiertelności, w wersji ocenzurowanej: długowieczności, tymczasem robimy wszystko na przekór marzeniom.
Omijamy życie szerokim, coraz szerszym łukiem łudząc się, iż nurzamy się w pełni. A gdy na chwilę zdarzy się zatrzymać, nie potrafimy dojrzeć naszego życia. Zaglądamy zatem do albumów z rodzinnymi zdjęciami. Zastygłe twarze, nasze jestestwa zostawione w zamierzchłych (dla nas samych) czasach. W nigdy nie byłych czasach. Nie istniejemy. Nie wspominamy. Nie pamiętamy.
Bo jakże pamiętać coś, co nigdy nie miało swego czasu? Nasze istnienie toczy pod górę swój kamień w czasie zapożyczonym, niedopasowanym do żadnego z nas. I tak przemijamy (optymistyczne założenie: jakoś tam istniejemy) taplając się w trzęsawisku namiastek, by ostatecznie zamienić się w świętych imiennych, lecz nieznanych. Nieznanych sobie, a tym bardziej komuś. A może nawet nieznanych komuś, więc tym bardziej sobie? Oczy Innego są zwierciadłem naszej duszy. Tyle że dziś nikt nikomu w oczy nie patrzy. Po co zbyt wiele o sobie wiedzieć? Jeszcze musielibyśmy uznać, że nie żyjemy...
Komentarze
Za szybko mijamy, roztrząsając to , co małe ważne , biorąc w biegu to, co czasem powinno nas zatrzymać. Mam wrażenie, że ostatnio marnotrawię czas. Tylko, ze od wrażenia do zrobienia coś z nim jeszcze tak daleko.Mówią , ze na początek wystarczy świadomość....mi jeszcze nie wystarcza.
odnośnie tej pełni i złudzenia, że się w niej nurzamy...obawiam się, że ,,pełnia" to kolejny wytwór naszego umysłu, który z braku lepszych zajęć, co rusz to wymyśla jakieś zgrabne pojęcia na takim poziomie abstrakcji, ze później sam nie wie, co one właściwie ( do cholery!) oznaczają. skąd wiesz, że namiastka jest tylko namiastką, a nie pełnią właściwą?
Szamaniku? skąd wiewsz?
ps. znów się przez ciebie spóźnię do pracy :-))
Pozdrawiam serdecznie! :)
http://flakonik.blog.onet.pl/
Jesień to dobry czas na nostalgię i odrobinę melancholii (choć bez przesady), a czas jest chyba, wziąwszy pod uwagę właśnie tę porę roku, odpowiednim tematem. Zawsze jesienią rozmyślania na ten temat przydarzają mi się zdecydowanie częściej niż przez resztę pór.
Chwała tym, którzy żyją bez pośpiechu! To wielki dar, niezależnie od przyczyn - czy narzucone czy wybrane :)
Kobieto Zimorodku, czy naprawdę nie chcesz być długowieczna? Czy chcesz umrzeć? Ot tak? Przed czasem? Nie sądzę. Nie wiem zresztą. Ja też kiedyś, zwłaszcza gdy byłem piękny i młody ;) wymyślałem sobie powody dla których długo nie pożyję i wcale nie było to rozmyślanie ponure, o nie! Raczej bohaterskie i pełne chwały :))) No cóż, kontekst istniał - skakałem po drzewach, czasem nawet spadając, łaziłem po słupach z liniami wysokiego napięcia... Się działo. A z czasem pomyślałem, że zbyt długa jest ta Linia, żeby myślami nieroztropnie sięgać końca. Bardzo mi się podoba: "w sposób, któremu trudno się oprzeć"! :) Czad!
Już samo twoje pytanie o to, czy namiastka jest tylko namiastką czy pełnią, w dodatku właściwą (!) powinno sugerować, że pełnia istnieje. Pisałbym długo na ten temat. Może jakiegoś posta umieszczę... :) Ale skrótowo: stoję na stanowisku, ze pełnia istnieje, jak najbardziej!
O jakże się cieszę, że ktoś się przeze mnie spóźnia... Gorzej, gdybyś wyrwała z rakiety :)
Nie patrzymy sobie nawzajem w oczy właśnie dlatego, że działa to w dwie strony! Im spokojniej i pewniej patrzymy Drugiemu w oczy, tym lepiej dostrzega on siebie. Tym bardziej jego wzrok staje się rozbiegany i tym mniej my widzimy "o sobie". Działa to oczywiście w obie strony.
Wola patrzenia w oczy i "widzenia się" musi pochodzić z obu stron tego dialogu. To też warunek, który wcale nie tak łatwo spełnić. Frapujące, czyż nie? :)
To... Szamanick!
Dobrze że jesteś Szamanicku bo czasem przeczytać cię to jakby zacząć wszystko od nowa. Bardziej świadomie :)