Wybór
Kilka dni temu stojąc na przystanku podejmowałem decyzję. Dotyczyła ona tego, czy poczekać 5 minut na autobus, którym podjadę prawie pod dom, czy wsiadać do autobusu przyjeżdżającego wcześniej, ale musiałbym się przesiadać i marnować jeden bilet. Było zimno, więc zdecydowałem się wsiąść do tego, który przyjeżdża wcześniej. Wsiadłem. Pojechałem. Trzy przystanki dalej wysiadłem, ponieważ autobus zaczął się palić. Spod karoserii wydobywały się kłęby dymu, w związku z czym nie było szans (o dziwo!) na dalszą jazdę. Na przystanku poczekałem na autobus, którym podjechałem prawie pod dom. Bilet i tak diabli wzięli! Odnoszę wrażenie, wciąż i wciąż utwierdzając się w tym przekonaniu, że niezależnie od tego czy wierzymy w wolność wyboru czy nie, i tak wszystkim rządzi przypadek. Pewnie nawet mój wybór, w gruncie rzeczy był kolejnym przypadkiem. I tak od przypadku do przypadku zachłystujemy się pozorami wolności. Czymś przecież cieszyć się trzeba.