Brzoza
Czy mówiłem już kiedyś, że bardzo lubię brzozy? Najbardziej zimą. Wiosną, latem i jesienią też. To jeden z tych gatunków drzew, na które gdy się patrzy, to jakoś tak lekko i radośnie się robi. Wszystko wydaje się jasne i zwiewne. Nawet myśli. Jeśli chcesz pozbyć się myśli, które ciągną w dół i sprawiają, że zamiast biegać – powłóczysz nogami, zamiast śmiać się – rozmyślasz z nostalgią o tym, co było wczoraj lub, co gorsze, jeszcze dawniej albo z lękiem o tym, co będzie jutro lub, co gorsze, jeszcze później – popatrz na brzozę.
Pewnie ci to nie pomoże, ale spróbować zawsze można.
A tak serio, bez brzóz byłoby jakoś tak... ciężkawo. One sprawiają, że krajobraz nabiera lekkości. O wiele łatwiej sobie wtedy wyobrazić (uzmysłowić? uumysłowić?), że ziemia to tylko malutka, wrażliwa na dotyk (nawet ten dobry...) kulka, mknąca razem ze swoją galaktyką przez wielkie przestrzenie Wszechświata mknącego przez wielkie przestrzenie Metawszechświata. Może Pustka byłaby lepszym określeniem tej nieskończonej nieokreśloności?
Zagalopowałem się. Nie wiem, czy jest nieskończona. Nikt tego nie wie a jeśli wie, to znaczy, że się myli. Tak czy inaczej...
tak czy inaczej
zawsze do przodu, choć czasem bywa,
że toczy się wstecz,
wiesz, ku temu wszystkiemu było minęło, zapomnij
nieudolni jeźdźcy na oklep,
trzymamy się grzywy bijąc piętami w oszalałe boki
próbujemy nad nią zapanować, ale wiemy dobrze,
że i tak nic z tego nie wyjdzie
upadamy, wstajemy, otrzepujemy się tylko po to,
by zaraz ponownie upaść i zniknąć w pyle mgławicy
a ona pędzi, oszalała, z pianą na pysku i wywalonym jęzorem,
położonymi po sobie uszami, wielkimi przerażonymi oczami
rzuca wokół przerażone spojrzenia
- wielki jest jej strach przed ogniem,
który podkładamy wierząc, że wreszcie przywyknie
bo przecież nawet króla można nauczyć skakać
przez płonącą obręcz
Chyba znów czas wyjść i popatrzeć na brzozę...
Komentarze