Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2014

Gdzieś nad morzem...

Obraz

Pink Dreams

Obraz

Podróże po Jurze

Obraz
Zawsze, gdy tu wracam czuję powiew historii. Nie tylko z powodu Orlich Gniazd i dającego się wyczuć w powietrzu tajemniczego klimatu średniowiecza. Chyba chodzi tu o bardziej subiektywny punkt widzenia: mojej własnej historii. W dodatku mocno zamierzchłej.  Ciekawa rzecz, dla mnie jurajska opowieść zaczęła się w czasach, gdy zamki stały w ruinie (malowniczej, ale jednak ruinie), a dotarła do momentu w historii, gdy jaśnieją niegdyś utraconym blaskiem (przynajmniej niektóre z nich). Trochę to wszystko pogmatwane.  Ces't la vie!

Moja droga!

Coś jest w drodze i wędrowaniu. Paradoksalnie, niweluje zmęczenie wraz z nakładem kilometrów. Tym razem nie trafiłem na Carską, lecz do Narwiańskiego Parku Narodowego. Pozwolę sobie wyrecytować pseudo-spontanicznie (spontanicznie było myślnie): byłem w Narwiańskim  w klimacie wkurwiańskim bo upał, bo większość drogi w samochodzie, bo komary tną jak cholera. A jednak, przeszedłem ok. 15 km w skwarze, pocięły mnie komary, popatrzyłem z dala na łosie (które w naszym kraju być może już niedługo nie będą mogły czuć się bezpiecznie - polecam akcję podpisywania petycji w ich obronie), podpatrzyłem polującego błotniaka, sfotografowałem wodniczkę (zagrożony w skali europejskiej gatunek ptaka). Jednak naprawdę upoił i ukoił mnie aromat! Lasów, pól, rzeki, łąk. Momentami kręciło się w głowie. Wtedy zatrzymywałem się i zaciągałem powietrzem, niczym nałogowy palacz dymem. Wirowało, oj wirowało! Zapach momentami naprawdę oszałamiał. Były chwile, gdy czułem się jak w Poleskim. Ów wzmia...

Trzy gapy, czyli pochwała refleksu

Obraz
Dzień na Podlasiu. Każdy wyjazd w okolice Ulanu traktuję jako szansę na znalezienie się w ciekawej okoliczności przyrody. Nie inaczej zaczął się ostatni mój pobyt. Jechałem sobie samochodem w upatrzone na poprzednich wypadach miejsce, gdy nagle z okolicznych drzewek sfrunął sporych rozmiarów myszołów! Był tak nisko, że prawie usłyszałem, jak szponami rysuje wzorki na dachu. Udało się jednak uniknąć kolizji, ale widok był piękny. I to było wszystko. Chodziłem starymi i nowymi ścieżkami, ale nic ciekawego się nie działo, a na domiar złego zaczął padać deszcz. Widok pól, a nawet sadzonego równo w rządek lasu sosnowego dawał jakieś tam pocieszenie, choć najważniejszy był zapach... Mokry las iglasty! Ile wspomnień zakotłowało się w głowie! Szedłem sobie lekko pijany wrażeniem, gdy nagle ok. 10 metrów ode mnie z trawy poderwała się para trzmielojadów! Odruchowo podrzuciłem aparat do oka, ale niestety autofocus się nie popisał i pierwsze (najbliższe!) kadry... nie istnieją. Ptaki zaczę...