Jaskinia żyje. Sama maluje swoje ściany, nasz umysł i rękę traktując jako narzędzie. Ona tworzy matrycę dla naszych wyobrażeń i podejmuje za nas wybór dotyczący tego, jaki i w którym miejscu na jej ścianach ma się znajdować wizerunek. A może nie? Może jaskinia jest tylko tablicą, na której zapisujemy wszystko to, czego w niej nie ma a być (przynajmniej w naszym wyobrażeniu) powinno? Wchodzimy do niej na klęczkach, skuleni, prześlizgujemy się na brzuchu poprzez zawężenia korytarzy szukając kolejnej komnaty, by wydobyć wszystko to, co tkwi w naszych rozgorączkowanych umysłach? A jeśli nie? Może z każdej komnaty trzeba wydobyć to, co dla niej szczególne? Co o niej stanowi a jednocześnie w jakiś sposób odnosi się do nas? Jeśli coś z niej wydobywamy, to wniosek można wyciągnąć tylko taki, że już coś się w niej znajdowało. A może nie? Może nie wydobywamy nic z jej ścian i jej głębi, lecz jedynie z naszej nieświadomości, którą uzewnętrznia bodziec w postaci słabo oświetlonych pochodnią ...