Parawan
Zastanawiam się, jak to jest, czy faktycznie, tak jak pisała Susan Sontag, fotograf ukryty za parawanem swojego aparatu, znajduje się w pewnym sensie w innym, neutralnym świecie? Świecie, który nie angażuje i nie wymaga zaangażowania, lecz wymaga tylko, by nacisnąć spust (!) w decydującym momencie (Barthes). Tego samego wymaga się od żołnierza, czyż nie? Na wojnie owszem, lecz fotografowie "walczą" również na innych frontach - slumsy, głód, klęski żywiołowe. Parawan chwieje się czasem i fotograf widzi przez moment, że nie jest w innym świecie i nie obowiązują go inne reguły. Ginie, jak Capa lub tak, jak Carter, który być może w snach rozpoznał w sobie jednego z sępów obskakujących zagłodzone dziecko.
Od lat przeglądam zwycięskie prace World Press Photo i co roku zastanawiam się nad tym, na ile fotograf może lub nie może sobie pozwolić? Nie tylko obiektywnie, ale też wewnętrznie, w granicach swojego umysłu. Gdzie leży granica, poza którą żaden parawan skutecznie nie przesłoni faktu, że wszyscy uczestniczymy w tym samym.
Od lat przeglądam zwycięskie prace World Press Photo i co roku zastanawiam się nad tym, na ile fotograf może lub nie może sobie pozwolić? Nie tylko obiektywnie, ale też wewnętrznie, w granicach swojego umysłu. Gdzie leży granica, poza którą żaden parawan skutecznie nie przesłoni faktu, że wszyscy uczestniczymy w tym samym.
Komentarze
ja-nie mogę na to patrzeć
Z tym, że wśród fotografów z pewnością znajdzie się i taki, który zechce pokazać na tych zdjęciach siebie. Nie bezpośrednio, ale w twarzach, ciałach, niebezpieczeństwie. Jego zdjęcia krzyczą "ja tam dotarłem!". "dzięki mojemu poświęceniu widzicie co się dzieje z tym światem!". A później umierają. Z reguły wcześniej niż inni.
Yo - 49 dni!!!
ALe widzisz Kopaczu, czasem jednak trzeba wyszukać, żeby pobudzić natchnienie.
Co do poetyki fotografii, zgadzam się z wami, lecz gdy sobie uzmysławiam czym może być poezja, wtedy dopuszczam myśl, że fotoreportaż z wojny też może się w poetyckość wpisać ze swoim turpizmem.
Wiersz biały, sonet, rymy częstochowskie, oda, epigramat, tren, limeryk, haiku... Czy z fotografią nie jest podobnie?
To mógłby być temat do kolejnego posta :)
Z drugiej strony, nasuwa mi się pytanie, dlaczego nie ma w tym konkursie moich zdjęć?? :-)
Nie jestem przekonany czy z poezją jest tak jak piszesz, tzn. nie mogę się zgodzić, że najczęściej tak jest. Poezja może być, i często jest, sztyletem wbijanym w plecy Cezara. Intymność w poezji często zamienia się w ekshibicjonizm podmiotu lirycznego.
Fotografia jest sztuką, i jako taka dzieli się na nurty, które jednym do gustu przypadają, innym nie. Fotografowie (jak podejrzewam wielu z nich), nie ryzykują życia siedząc z żołnierzami w okopach, narażając się na ostrzał snajperów, by zdobyć sławę i pieniądze, lecz stracić życie lub zdrowie. Niektórzy (jak Miller) kończą na terapiach pourazowych . Czasami wydawca wypacza intencję, czasami odbiorca.
Bardziej martwię się nami - chodzącymi na wystawy, oglądającymi zdjęcia w gazetach itd. Martwię się tym, że potrzeba nam tego by nas na coś uczulić. Musimy namacalnie-naocznie, jak pewien Tomek, przekonać się, że to faktycznie boli.
Kiedy brakuje zdjęć z Libii - czy odczuwamy to tak samo silnie, jak byśmy odczuwali patrząc na obraz?
Nie ma co się okłamywać - potrzebujemy takich obrazów, potrzebujemy widzieć cierpienie. Dla naszego dobra. Dla katharsis.
PS. i miałeś czerwone oczy.
A na marginesie, maja też "take" - zawłaszczenie :) Biorę sobie ten obrazek, jako świadectwo mojego panowania nad rzeczywistością :) Nic dziwnego, że Indianie bali się utraty duszy, niezależnie czy biały im powiedział: "I'll shoot you!" czy też "I'll take you!" :)