Taniec Słońca
Głowę bym dał, że tańczyło. Najpierw wzeszło, szybko, ledwie się zorientowałem. W zasadzie, to nawet nie wiem, w którym momencie pojawiło się nad horyzontem. Najpierw zatańczyło na jednym listku mijanego przeze mnie krzewu. Zapatrzyłem się a już wokół dziesiątki i setki liści objęło to taneczne szaleństwo.
Komentarze
Pozdrawiam!
Natomiast publika, łącznie z małymi chłopcami, momentami była nieznośna, bo albo zbyt dorosła, albo zbyt niedojrzała - wyobraź sobie: poprzychodzili, często z dziećmi, żeby się dobrze bawić, nacieszyć się pięknym dniem w doskonałym klimacie, a tyle obelg (w mocniejszej lub słabszej formie) czy szyderstwa padało pod adresem rycerzy, gdy mieli poślizg czasowy lub jakikolwiek organizacyjny, że trudno byłoby zliczyć. Chłopaki dosłownie na nos padają, żeby nam dogodzić, a tu przychodzi banda malkontentów i nic im się nie podoba - a bo nie wiedzą jakiej to bitwy inscenizacja (co akurat żadnego znaczenia w tym momencie nie miało), a to "do jutra mamy czekać? już czas! może byście się ruszyli?!". "O zdjęcia sobie robią! Ile można czekać, do cholery?!!"
Wszystko niemal dotyczyło czasu. A ja sobie słuchałem i myślałem - ile czasu ktoś taki traci na stanie w tłumie by przez kilkanaście minut popatrzeć na walkę? A niejeden później jeszcze marudził, że beznadziejnie było...
Ech...