Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2008

Heartattack And Głos Waitsa

New Musical Express o płycie "Heartattack And Wine" Toma Waitsa: Głos Waitsa nie brzmi już jak jego własny, lecz raczej jakby był własnością 13 różnych portorykańskich rodzin, których wspólną krewną jest gruźlica... Ten facet jest wielki, nawet z kaca potrafi uczynić rzecz najwyższej rangi!

Orły

Powiedział, że wszyscy jesteśmy orłami i, że każdy orzeł ma własne gniazdo byliśmy zaskoczeni - on?! samotny włóczęga?! odrzekł jednak: ja też mam swoje gniazdo - gdzieś... zaśmialiśmy się z dobrego żartu a on już rozpostarł skrzydła, lecz kolana odmówiły mu posłuszeństwa usiadł więc i z powrotem umościł się na dnie swojego kufla w końcu i na nas przyszedł czas wyszliśmy na zewnątrz, spojrzeliśmy w gwiazdy, rozpostarliśmy skrzydła ... kolana ugięły się nam z zupełnie innego powodu 27.03.2007/31.05.2008

Żyć

ostatni krzyk: NIC!!! i stało się Słowo niczym niczym stało się Słowo - jak NIC! po Niczym do kłębka a kłębek niczego się splata i mota a motek już niczego sobie nic sobie z tego nie robię zwykłą plotę nić kłębek na koniec układa się w rzyć! 02.02.2007 (godz. 0.29)/31.05.2008 (godz. 0.59)

***

Gałązka na wietrze Anioł wśród zeschłych liści A my w tym wszystkim Gwiazdy przez szybę Goście dawno już wyszli A my w tym wszystkim Bywam poetą A później zapadam w sen I budzę się w życiu 19.06.2007

Całun

Obraz

W pajęczynie

Obraz

Toma Waitsa myśli wyczesane

I'd rather have a bottle in front of me than a frontal lobotomy. I don't have a drink problem, 'cept when I can't get a drink. I'm so broke I can't even pay attention. Champagne for my real friends, real pain for my sham friends. I've been busier than a one-armed bass player. I don't care who I have to step on on my way down. I'm getting harder than Chinese algebra. There ain't no devil, there's just God when he's drunk. I'm a jack-off of all trades. I'm not a household word, I'm just a legend in my own mind. You have to keep busy. After all, no dog's ever pissed on a moving car. Everybody I like is either dead or not feeling very well.

Alaska odnaleziona

Odnalazłem maszynopisy tekstów napisanych 1996 albo 97 roku. Są zabawnie napisane, momentami wręcz śmiesznie, ale dziś napisałbym pewnie to samo, tylko inaczej: ALASKA Fascynuje mnie od dłuższego czasu pojęcie "przestrzeni". Nie mogę przestać myśleć o niej. Tym samym wciąż zastanawiam się nad celem, do którego dążę i czy w ogóle istnieje jakiś "cel". Potrzebuję przestrzeni!!! Sacrum. Pragnę jej dokoła siebie, wejść w nią, zanurzyć się, nabrać w płuca i zawyć!!! Właśnie leżę w łóżku starając się podążyć w Krainę Błogiej Nieświadomości. Słucham radia. Dzisiejszej nocy nadaje na moich falach, I am sailing Let's do something amazing Tak daleko Jak mógłbym spać w taką noc? I'm 1,000 miles from nowhere śpiewa Dwight Yoakam. Ten utwór krąży wokół mnie już od zeszłej wiosny. Ale cóż, wciąż jestem tutaj i nie zanosi się na to, abym w najbliższym czasie gdzieś ruszył (Droga). Czuję się nie na miejscu, czegoś mi brakuje (przestrzeni?). (...) Zamierzam przekroczyć wresz...

Wiersz odnaleziony

Po czternastu latach... Maszynopis z 1994 roku. Utonąłem w Twoich oczach Zagubiłem się W bezkresnych wodach Jeziora Louise 10.08.94 Przy nim po lewej 3 oraz V , a po prawej 8 . Było ich więcej, ale zachował się ten jeden. Jezioro Louise położone jest w Parku Narodowym Banff (Alberta, Kanada). Widziałem zdjęcie zrobione z lotu ptaka.

Wojna o Pokój

Walczymy całe życie. Od maleńkości do samego końca. Nie jesteśmy tu żadnym wyjątkiem. Cały świat walczy - rośliny, zwierzęta. Od narodzin aż do śmierci. Większość zabaw z dzieciństwa, które dobrze pamiętam opiera się na walce (mniej lub bardziej udawanej). Pytanie nie dotyczy tego czy walka (wojna) jest dobra, lecz po której stronie stajemy. Jak dziś pamiętam moment oświecenia, który nastąpił w trakcie zabawy jaką sobie z Pawłem urządzaliśmy w kuchni i przedpokoju. Pod oknem w kuchni Paweł ustawił swoją armię plastikowych żołnierzyków, a ja w przedpokoju swoją. Do tego momentu stoczyliśmy niezliczoną liczbę wojen i bitew, jednak ta miała znaczenie szczególne... Moim bohaterem był John Wayne. Pamiętam jak siadywaliśmy z rodziną i oglądaliśmy westerny z jego udziałem. Z wielkim namaszczeniem nosiłem koszulkę z wizerunkiem bohatera Dzikiego Zachodu. A koszulka była "autentyczna", tzn. przysłana przez wujka Johna z USA. Nosiłem ją z dumą i każdemu prezentowałem dumnie wypinając...

Korzenie i Powrozy, czyli ZAZ

Związuje nas ze sobą nie tylko ziemia. Przywiązujemy się do miejsc równie mocno jak do przedmiotów, wydarzeń, relacji. Często coś przechowujemy dla samego zatrzymania, choć usilnie wmawiamy otoczeniu, a przez to i sobie samym (jako informacja zwrotna od otoczenia - manipulacja jak się patrzy! Pytanie czy manipulacja nieświadoma jest wciąż manipulacją? Polega ona chyba na tym, że przy jej użyciu chcemy uzyskać jakiś konkretny efekt?), że w przyszłości nie obejdziemy się bez tego, bo "z pewnością się przyda, zobaczysz!". I tak przedmioty zapuszczają w nas swoje korzenie powodując, iż związujemy się z miejscem za ich pośrednictwem. To nas usidla. Usidlają nas też okoliczności, ale to inna historia. Usidlenie jest wygodne. Mamy tysiące usprawiedliwień, dlaczego TU I TERAZ , nie zaś TAM I TERAZ . Inaczej czulibyśmy koczowniczą tęsknotę za BYCIEM . Byciem przenikającym najgłębsze warstwy rzeczywistości. Takim TU I TAM TERAZ. Ale to przecież niemożliwe... Poszukujemy korzeni. Cz...

Czyjaś porcja tortu...

Obraz

Ziemia

To moja ziemia. Posiadam kawałek ziemi. Kupiłem tę ziemię. Wynocha z mojej ziemi! Jestem panem tej ziemi! Ta ziemia należy do mnie! Wszedłem w posiadanie tej ziemi. Wtargnął na moją ziemię! Ile tych ziemi? Każdy ma własną na wyłączność. Tak wygląda świat w którym żyjemy. Poszatkowany na malutkie kawałeczki wyznaczające granice naszych istnień. Czyniąc sobie ziemię poddaną staliśmy się poddanymi ziemi, a raczej jej malutkich kawałków, które nas do siebie przywiązują i trzymają na smyczy. Stać nas jeszcze na obszczekiwanie intruzów, ale nie stać nas na spokojne posmakowanie czyjejś porcji tego przepysznego tortu. A tort jest coraz droższy i coraz mniejsze otrzymujemy kawałki. Smycz nam się skraca, ale szczekamy wciąż tak samo głośno. I robi się coraz większy zgiełk. Czasem do tego jeszcze komuś spadnie kaganiec i awantura gotowa. A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy. I raz po raz tym garbem zatrzęsie, eksploduje, rozleje się po tych rozszczekanych klatkach, które z powrotem stają się n...

Na początek bez tytułu.

Myślę nad książką. Czemu nie? Nie wiem jaki miałaby nosić tytuł. Nie wiem jaka byłaby jej tematyka. Nic nie mogę powiedzieć o treści. Nic. Ale zaczynałaby się następująco: " Nazywam się Kim. Jestem dobrym człowiekiem. Zwierzęta ode mnie nie uciekają. Właśnie kogoś zabiłem. "