Uda łosie, Senegoidzie!

Przyznam, że nie spotkałem żadnego łosia, ani jelenia, ani sarny. Ani nic chodzącego na czterech. Tylko ptactwo. No i wszędobylskie owady. Nie szkodzi. Nie po to jechałem do Lasów Janowskich tym razem. Byłem Senegoidem. Uciekając od ludzi w poszukiwaniu światła, zanurzyłem się w (taką miałem nadzieję) bezludny gąszcz. Przeżywałem chwilowe lekkie rozczarowania, gdy jednak ludzi napotykałem, choć na szczęście nie w takiej liczbie, by zasłaniali mi słońce.