Wróciłem z mórz, wróciłem z gór. Nie wróciłem do siebie. Jak zawsze. Nigdy nie trafiam do drzwi, choćbym wyjeżdżając zostawił je otwarte na oścież. Niby te same okna, ale już skażone Innym. Niby jet ciągłość czasowa - mogę z dokładnością do minuty zrekonstruować czas wyjazdu stąd tam, i przyjazdu stamtąd tu, a jednak czuję, że czasem coś tracę; czasem coś zyskuję. I jedno, i drugie trudne do zdefiniowania. W dniu wyjazdu stąd i stamtąd czułem się tak, jakbym przebywał na granicy światów i jednocześnie był poza nimi. Daleko. Czuję dystans do miejsca i ludzi, nie wchodzę w rozmowy (na ogół), lub ślizgam się po nich z uczuciem dziwnej pustki. Walczę z tym, rozmawiam i zaczynam czuć, by po chwili, czasem po kilku minutach, znów być nieobecnym. Dziwne uczucie nieobecności towarzyszy mi w różnych sytuacjach od zawsze. To nawet zabawne. Idziesz obok kogoś, a czujesz jakbyś unosił się nad własną głową. Rozmowy którą prowadzisz słuchasz z zewnątrz. Jednocześnie widzisz przed sobą drog...