Przyzwoitość wymagała, by coś napisać. Tak też zamierzałem uczynić po tygodniu milczenia, jednak nie dane mi było. Zapowiedzią tego, że nic nie wyjdzie z pisania było kilka wydarzeń poprzedzających decyzję o dokonaniu wpisu. Po pierwsze, upadł mi kawałek tortu urodzinowego - nie wierzę w pecha, ale... Po drugie, wydarzyło się znowu coś, o czym w tym momencie nie pamiętam, po trzecie zaś, w trakcie dokonywania wpisu zostałem wylogowany i utraciłem wszystko. W międzyczasie obudziła się Lenka i musiałem przerwać pięciominutową labę przed komputerem. A wpis był niezwykle poruszający. Wasza strata. Było tam o pustce, o zapachach i budzeniu się świata do życia. O zmysłach, obrazach i słowach. I nie zachowało się nic. Pech. Widać taka to między-pora roku. Może kalendarzowo to jeszcze zima, ale myślą wybiegamy już w wiosnę, pomiędzy drzewa i łąki, kwitniemy i dojrzewamy. Kilka dni temu, po raz pierwszy od miesięcy, poczułem ziemię. Ptaki rozświergotały się na drzewach, a ja poczułem potrzebę w...