Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2008

Sztukaniesztuka

Czasem odnoszę wrażenie, że jestem ślepcem, że zdjęcia, które wychodzą spod mojej ręki, są działaniem po omacku (bez udziału umysłu, a nawet oczu). Na traf. Bez przemyślenia. Tak, one się trafiają. Dlatego ciężko mi się do nich przyznać. Nie przyznaję się do własnych wytworów, bo zwyczajnie jest mi wstyd. "Oto zdjęcie wykonane przez ślepca!" Nie mam planu, projektu. Mam aparat i strzelam! Zamysł powstaje w danym (TYM WŁAŚNIE, dziejącym się) momencie lub tuż po nim. Bardzo rzadko na długo przed. I to jest problem. Ktoś tu psu pogrzebał... Pewnie dlatego, nie widzę w tych zdjęciach nic. I nic nie jest na nich uwiecznione. Uwiecznia się to, co warto; coś mojego, coś co przemówiło do mnie, z czym nawiązałem kontakt, wszedłem w dialog; czego jestem częścią i co mnie współtworzy. A jeśli współtworzy mnie przypadek, wtedy mało jest sensu we wszystkim co robię. Nic nie da się przewidzieć. Nic stworzyć, a jedynie powołać na moment. A przecież fotografia nie jest sztuką momentalną !. ...

Erin go Brach!

*** ty w dorosłej głowie pozostawiłaś nutę szaleństwa z dziecięcych marzeń i wiarę głęboką, że one są najrealniejsze, że mocą ich jest samo pojawienie się w myśli i ta pewność, że gdy rzucę kamieniem rozstąpią się skały gdy krzyknę odpowie mi mój własny głos powracający z drugiej strony świata gdy radość mnie wypełni rozprysnę się milionem szmaragdowych kropel rosy Irlandio Sláinte!

Tomasz

Aramejski bliźniak . Mówi mi to niewiele. I niewiele znaczy. Nie mam blizny. Nie byłem obrzezany. A zatem na pewno nie jestem bliźni . Jest też drugie dno... Lub szczyt: podwójny . To daje do myślenia...

The Mushrooms of Language

To tytuł artykułu Henry'ego Munna. Po polsku byłoby trochę niezręcznie. W oryginale to nawet całkiem magicznie brzmi. Artykuł dotyczy grzybów spożywanych podczas rytuałów szamańskich u Indian Mazateków. Według nich, w trakcie obrzędów szaman obdarowany zostaje przez grzyby umiejętnością przemawiania. Posiadają one moc ubogacania języka. Dzięki nim wyrażone może być to, co nie jest wyrażalne. Powstają słowa i nazwy dla zjawisk, które nie mają nazw. Piękna sprawa - móc wyrazić to, co niewyrażalne! Jakże często brakuje słów. Ostatnio szedłem ulicą, gdy samochodów i przechodniów prawie nie było widać ani słychać. Mokro od deszczu i śniegu. I mrugające pomarańcze na skrzyżowaniach. Jeden z niewielu momentów, gdy naprawdę lubię miasto. Nie mam dla tego momentu nazwy. Krótkiej, prostej, dosadnej. Mazateccy szamani to gaduły. Nawijają w transie przez kilka godzin (nawet osiem) bez przerwy. Na końcu zdania dodają "mówi". Bo słowa, choć są wypowiadane przez samego szamana, wyrażają...