Patrzyłem przez okno na tarczę zachodzącego słońca. Ciekawa rzecz: w ogóle go nie dostrzegałem. Właściwie, w takim fizycznym sensie owszem, widziałem tarczę słońca za drzewami, w padającym śniegu. Tutaj wszystko było dobrze (normalnie...?).
Wciągnąłem kreskę krajobrazu aż po horyzont. Dostałem zawrotów głowy, a ta zawróciła mnie do czasów, gdy byłem mały. Mniejszy niż teraz. Dużo mniejszy. Fizycznie.
Znak? Znak ¿ Patrzyłem na mur rozświetlony porannym słońcem i okolony roślinnością. Czekałem na jakiś znak. Jakiś się pojawił wkrótce, lecz niewiele znaczył. Zadawał pytania, zamiast udzielać odpowiedzi. Patrzyłem i zastanawiałem się nad nieznaczeniem tego obrazu.