Hipnoza


Hipnoza

Patrzyłem na tarczę słońca za szybą. W sensie fizycznym widziałem tylko drzewa i padający śnieg. Jednak patrzenie przestało być czynnością. Zaczęło stawać się czuciem.

Czułem chłód płatków śniegu, powolne kołysanie gałęzi i pulsowanie złocistego światła. Rytm ten wniknął w moją przestrzeń, aż niewidzialna siła zaczęła poruszać moim ciałem w przód i w tył. Granica między mną a obrazem rozmyła się. Nie było już ani słońca, ani gałęzi, ani moich oczu. Było tylko pulsowanie.

Zahipnotyzowany.


Zastanawiam się, czy stan hipnozy to coś, w co wchodzimy, czy raczej coś, z czego na krótką chwilę udaje się wyjść. Może nasza codzienność – z tym całym „po prostu” – to właśnie permanentny sen? Może to nie słońce mnie zahipnotyzowało, tylko na moment przestałem się bronić przed widzeniem.

Może na ułamek sekundy wreszcie otworzyłem oczy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Stara miłość