Jakiś Ktoś w lesie
Wokół las.
Jakiś ktoś jest „sam”.
A przecież pełno tu żywych dusz.
Niedaleko przebiegło stado danieli.
Jakiś mały ktoś śpiewa na pobliskim drzewie.
Inny wybija rytm dziobem — a huk niesie się po lesie, zwielokrotniony pijanym echem
obijającym się między pniami.
W tamtych krzakach może siedzieć dzik — coś właśnie zatupotało.
Czasem kos zerwie się spod nóg i robi hałas, jakby przez gęstwinę przedzierało się dużo większe zwierzę.
Jakiś ktoś idzie przed siebie.
Nie pilnuje kierunku.
Wie tylko mniej więcej, gdzie iść.
Idzie, bo po to tu jest.
Żeby iść. Żeby być.
Jakiś ktoś duma i chce coś napisać albo pokazać zdjęcia.
I wtedy wszystko się zmienia.
Za każdym krzakiem liter czai się potwór.
W każdym gąszczu myśli — licho, które cierpliwie czeka, łapiąc woń zwątpienia.
Jakiś ktoś milknie.
Wieczorem znika w cudzych historiach.
Siedząc w fotelu, staje się własnym cieniem.
Tymczasem las wciąż szumi.
Mniejsze ktosie nie myślą o tym, że mają światu coś ważnego do przekazania –
podrywają się do lotu, rzucają się spłoszone do biegu.
Nie ma już cienia.
Zniknął gdzieś między drzewami —
tam, gdzie ktoś niedawno przeszedł.
Komentarze