Strażnik Ognia

 


Co pan tam pali?! - dym wgryzł mi się w oczy, w płuca i osiadł na kurtce. Brązowawy, śmierdzący, nieprzyjemny.

Ja przepraszam, przepraszam. Rozpaliłem starymi kablami, ale zaraz będę już drewno... - popatrzyłem na samochód wyładowany po brzegi różnego rodzaju śmieciami - stare pudła wypełnione jakimś złomem, szmaty, chyba jakaś opona, pełno szpargałów po raz pierwszy od dziesięcioleci wyciągniętych z najciemniejszych zakamarków piwnicy... 

Minąłem go. Jakiś czas później odwróciłem się i zrobiłem kolejne zdjęcie. Szara chmura pokrywała wszystko. Gość donosił coraz to nowe worki śmieci z samochodu. Jakieś 200 metrów dalej funkcjonariusze Straży Miejskiej w samochodzie grzali się przy włączonym silniku. Najwidoczniej dymu nie czuli i nie widzieli. A może po prostu nie chciało im się wybrać na mroźny spacer brzegiem Bystrzycy? 

Parę dni później przeszedłem tą samą ścieżką. Nad moją głową krążyły krzycząc alarmująco kormorany, co jakiś czas podrywały się z nurtu Bystrzycy brodzące w wodzie czaple, tracze i krzyżówki. Kryształowo czyste powietrze mroziło twarz. Minąłem wygasłe palenisko i ślad po samochodzie. Jedyne znaki niedawno popełnionego czynu. Czy na pewno jedyne?

We mnie ten obrazek pozostał. Nie tylko w oku. Pamiętam (może wciąż czuję...?) smród gryzącego dymu i pośpiech z jakim dowodów zbrodni pozbywał się ten strażnik nieczystego ognia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Stara miłość