Mam inną perspektywę. Zmieniła mi się. Tak już jest, że raz trzeba dłuższego, raz krótszego okresu czasu, by zacząć coś zauważać wokół siebie, by odnaleźć jakąś różnicę. Mnie zajęło prawie rok, by odkryć nową ścieżkę, którą przemierzam teraz często w trakcie porannych i wieczornych spacerów z Kirą. Zaglądałem tam nieraz, niczym do tajemniczego ogrodu, do którego bałem się wchodzić, ponieważ z tej strony rzeczywistości nie wygląda zachęcająco. Czyżby celowo, by odstraszać niezdecydowanych? Gwoli ścisłości, wewnątrz (o ile w odniesieniu do ulicy można użyć takiego wyrażenia) też nie wygląda raczej ciekawie. Dwie rudery, pijaczki wytaczające się na pobliską stację po paliwo, żeby impreza była bardziej na luzie. Na wprost ruchliwa ulica. Jest jednak coś, co sprawia, że miejsce to nie jest pozbawione magii - to historia. Ulice Floriańska oraz Sienna ocierają się o nią w sensie dosłownym. Okalają mury starego kirkutu, na którym spoczywa, wedle tradycji, Widzący z Lublina (Jakub Icchak Horowi...
Nie podoba mi się retoryka mediów. Właśnie włączyłem Fakty i oto co usłyszałem: "Plutonowy ... jest 11 ofiarą" - plutonowy był, był 11 ofiarą. Był plutonowym. Już nie jest. To trudniejsze, prawda? "To wielka tragedia dla Rzeczypospolitej " - fakt, to wielka tragedia dla Rzeczypospolitej, ale czy większa niż dla bliskich zabitego żołnierza? Oczywiście, to Rzeczpospolita wysłała tam żołnierza (abstrahując od moralnej strony całej sprawy), więc z taką możliwością musiała się liczyć. W końcu nie pojechał tam grać w bierki. Tym większa jest to tragedia dla rodziny, nie zaś dla państwa. O rodzinie nie wspomniano nic, nawet słówkiem. Już wiem czemu nie lubię z jednej strony, a z drugiej lubię wiadomości nadawane w mediach.
Doświadczyłem we wtorek wiecznego powrotu tego samego na stare śmieci . To w te lasy pojechałem na pierwszy zawiszacki obóz (Łążek Zaklikowski), a później wracałem na kolejne obozy i zloty. Piękne to były czasy i niesamowite przygody, które wespół z ciągłymi wyjazdami na wieś do dziadków oraz do gajówki pradziadka Adama w Rozkopaczewie, ukształtowały moją mentalność. Usposobiły anty-miejsko. I dobrze mi tak! A na koniec przez szybę, pół-śniąc pół-jawiąc, dojrzałem bramę nieba, na straży którego wirowało tornado. A te leżące kłody, to pewnie krzyże męczenników, którzy o tę bramę się rozbili.
Komentarze