Mam inną perspektywę. Zmieniła mi się. Tak już jest, że raz trzeba dłuższego, raz krótszego okresu czasu, by zacząć coś zauważać wokół siebie, by odnaleźć jakąś różnicę. Mnie zajęło prawie rok, by odkryć nową ścieżkę, którą przemierzam teraz często w trakcie porannych i wieczornych spacerów z Kirą. Zaglądałem tam nieraz, niczym do tajemniczego ogrodu, do którego bałem się wchodzić, ponieważ z tej strony rzeczywistości nie wygląda zachęcająco. Czyżby celowo, by odstraszać niezdecydowanych? Gwoli ścisłości, wewnątrz (o ile w odniesieniu do ulicy można użyć takiego wyrażenia) też nie wygląda raczej ciekawie. Dwie rudery, pijaczki wytaczające się na pobliską stację po paliwo, żeby impreza była bardziej na luzie. Na wprost ruchliwa ulica. Jest jednak coś, co sprawia, że miejsce to nie jest pozbawione magii - to historia. Ulice Floriańska oraz Sienna ocierają się o nią w sensie dosłownym. Okalają mury starego kirkutu, na którym spoczywa, wedle tradycji, Widzący z Lublina (Jakub Icchak Horowi...
Komentarze
Prawda, która jest mi znana nie będącemu mnichem a borykającemu się ze zwyczajnym codziennym życiem jest taka, że wszyscy osadzamy siebie nawzajem, w każdym kontakcie, często powierzchownie, bezzasadnie, pod wpływem impulsu. Tyle, że nie mówimy o tym, po prostu nie mówimy, bo jakoś trzeba funkcjonować społecznie i kropniecie komuś w oczy - wiesz, ja to ciebie nie lubię boś głupi i dziwnie ci z oczu patrzy... jest, że tak powiem, zupełnie niepraktyczne. Poza wszystkim, można dostać po mordzie. ;)
Choć często inni nas obrabiają na lewo i prawo.
Inna rzecz, niesprawiedliwy osąd. Tu faktycznie można komuś przywalić i żałować. A niestety, tak jak napisałeś - często osądzamy powierzchownie, opierając się na ułudach i własnych skrzywieniach :)
pozdrawiam!