Mam inną perspektywę. Zmieniła mi się. Tak już jest, że raz trzeba dłuższego, raz krótszego okresu czasu, by zacząć coś zauważać wokół siebie, by odnaleźć jakąś różnicę. Mnie zajęło prawie rok, by odkryć nową ścieżkę, którą przemierzam teraz często w trakcie porannych i wieczornych spacerów z Kirą. Zaglądałem tam nieraz, niczym do tajemniczego ogrodu, do którego bałem się wchodzić, ponieważ z tej strony rzeczywistości nie wygląda zachęcająco. Czyżby celowo, by odstraszać niezdecydowanych? Gwoli ścisłości, wewnątrz (o ile w odniesieniu do ulicy można użyć takiego wyrażenia) też nie wygląda raczej ciekawie. Dwie rudery, pijaczki wytaczające się na pobliską stację po paliwo, żeby impreza była bardziej na luzie. Na wprost ruchliwa ulica. Jest jednak coś, co sprawia, że miejsce to nie jest pozbawione magii - to historia. Ulice Floriańska oraz Sienna ocierają się o nią w sensie dosłownym. Okalają mury starego kirkutu, na którym spoczywa, wedle tradycji, Widzący z Lublina (Jakub Icchak Horowi...
Komentarze
sorki, to taka ogólna uwaga do naszego pożywienia!
Świetne ujęcie! Gościu, zapisuj się na niedzielę - Janek będzie jechał kręcić film.
ps. na mój blog wrzuciłem zdjęcia z naszych wrześniowych wypadów.
Ależ Kobieto Koliberku! Jak to nie nadającego się do konsumpcji?! Ja protestuję! Ja buntuję się! Ja, ja, ja... Ech.... :P
Żywię się wyłączenie ekologicznie: nie jem plastiku ani torebek foliowych. Okaz ze mnie naturszczyka! :D
*
Piter, w oku pieska są same konkrety. A ja byłem najmniejszym konkretem z możliwych. Tylko człowiek widzi nie konkrety, lecz tworzy jakieś fantazmaty, psu na budę potrzebne... Zdjęcia z naszych wypadów widziałem i zachęcają mnie do kolejnych wypadów.
*
Dzięki Maju! Lecz w tym przypadku świetne oko miała Kira. Ja się tylko tam znalazłem. :)