Mam inną perspektywę. Zmieniła mi się. Tak już jest, że raz trzeba dłuższego, raz krótszego okresu czasu, by zacząć coś zauważać wokół siebie, by odnaleźć jakąś różnicę. Mnie zajęło prawie rok, by odkryć nową ścieżkę, którą przemierzam teraz często w trakcie porannych i wieczornych spacerów z Kirą. Zaglądałem tam nieraz, niczym do tajemniczego ogrodu, do którego bałem się wchodzić, ponieważ z tej strony rzeczywistości nie wygląda zachęcająco. Czyżby celowo, by odstraszać niezdecydowanych? Gwoli ścisłości, wewnątrz (o ile w odniesieniu do ulicy można użyć takiego wyrażenia) też nie wygląda raczej ciekawie. Dwie rudery, pijaczki wytaczające się na pobliską stację po paliwo, żeby impreza była bardziej na luzie. Na wprost ruchliwa ulica. Jest jednak coś, co sprawia, że miejsce to nie jest pozbawione magii - to historia. Ulice Floriańska oraz Sienna ocierają się o nią w sensie dosłownym. Okalają mury starego kirkutu, na którym spoczywa, wedle tradycji, Widzący z Lublina (Jakub Icchak Horowi...
Komentarze
A co jest na trzeciej fotografii??Wygląda jak zrobiona z lotni:))
Z kolei moimi faworytami są fotki z palami i ptakami...
Słońca:))
Co do pali - spodobało mi się to, ze kilka gatunków wodniaków sobie siadło w sąsiedztwie i wyglądały przez pewien czas, jakby sobie medytowały. :)
A co do ryb - również to lubiłem, jako dzieciak, do momentu gdy złowiłem pierwszą, a później przez kilkadziesiąt minut wiozłem ją z bratem nad ten właśnie zalew, żeby biedaczkę wypuścić! :) o dziwo, przeżyła :)))
Poza tym ,to w czasie łowienia zobaczyłem jelenia od spodu... Jakkolwiek kiepsko to brzmi - wydarzenie było niesamowite - staliśmy z braćmi i tatą pod skarpą, usłyszeliśmy tupot i nagla, bezpośrednio nad nami w powietrze wyskoczył jeleń. Wpadł do wody i sobie popłynął przez zalew :)