Mam inną perspektywę. Zmieniła mi się. Tak już jest, że raz trzeba dłuższego, raz krótszego okresu czasu, by zacząć coś zauważać wokół siebie, by odnaleźć jakąś różnicę. Mnie zajęło prawie rok, by odkryć nową ścieżkę, którą przemierzam teraz często w trakcie porannych i wieczornych spacerów z Kirą. Zaglądałem tam nieraz, niczym do tajemniczego ogrodu, do którego bałem się wchodzić, ponieważ z tej strony rzeczywistości nie wygląda zachęcająco. Czyżby celowo, by odstraszać niezdecydowanych? Gwoli ścisłości, wewnątrz (o ile w odniesieniu do ulicy można użyć takiego wyrażenia) też nie wygląda raczej ciekawie. Dwie rudery, pijaczki wytaczające się na pobliską stację po paliwo, żeby impreza była bardziej na luzie. Na wprost ruchliwa ulica. Jest jednak coś, co sprawia, że miejsce to nie jest pozbawione magii - to historia. Ulice Floriańska oraz Sienna ocierają się o nią w sensie dosłownym. Okalają mury starego kirkutu, na którym spoczywa, wedle tradycji, Widzący z Lublina (Jakub Icchak Horowi...
Komentarze
Pozdrawiam!
Natomiast publika, łącznie z małymi chłopcami, momentami była nieznośna, bo albo zbyt dorosła, albo zbyt niedojrzała - wyobraź sobie: poprzychodzili, często z dziećmi, żeby się dobrze bawić, nacieszyć się pięknym dniem w doskonałym klimacie, a tyle obelg (w mocniejszej lub słabszej formie) czy szyderstwa padało pod adresem rycerzy, gdy mieli poślizg czasowy lub jakikolwiek organizacyjny, że trudno byłoby zliczyć. Chłopaki dosłownie na nos padają, żeby nam dogodzić, a tu przychodzi banda malkontentów i nic im się nie podoba - a bo nie wiedzą jakiej to bitwy inscenizacja (co akurat żadnego znaczenia w tym momencie nie miało), a to "do jutra mamy czekać? już czas! może byście się ruszyli?!". "O zdjęcia sobie robią! Ile można czekać, do cholery?!!"
Wszystko niemal dotyczyło czasu. A ja sobie słuchałem i myślałem - ile czasu ktoś taki traci na stanie w tłumie by przez kilkanaście minut popatrzeć na walkę? A niejeden później jeszcze marudził, że beznadziejnie było...
Ech...