Posty

Roztoczańskie kręgi

Obraz
Drzewa otoczone kręgami z gałęzi i powiązane drutami. Dzieło nazywa się Tomografia drzewa. Nie przekonało mnie jako całość, zardzewiały drut plącze się pod nogami lub malowniczo zwisa pomiędzy tyczkami, do których jest uwiązany.   Całość mnie nie przekonała, jednak nie chciałem odchodzić z niczym. Przyjrzałem się z bliska i ukazał mi się zupełnie inny wymiar. 

Lynyrd Skynyrd!

Obraz
Decyzja spontaniczna (niemal) i całkowicie wbrew schematom mojego postępowania - w ramach walki z poczuciem popadania w uzależnienie od "statystycznego uniformu". Gdyby mnie tam nie było, to chyba oznaczałoby, że w ogóle mnie nie ma. Oni z kolei podobnie jak The Allman Brothers Band są ze mną od zawsze. Rachunek prosty... Koncert wart każdej złotówki wydanej na bilet i każdej sekundy przestanej na płycie oraz oczywiście świadomości, że sztywny gorset schematów i reguł jeszcze nie całkiem odbiera mi oddech!

Koło

Obraz
Las zaczyna w pełni rozkwitać. Życie wylewa się z ukrycia wszystkimi otworami, bo trudno mówić o uśpieniu, kiedy zima za bardzo nie rozpieszczała (lub rozpieszczała za bardzo - co kto woli). Jeszcze roślinność nie buchnęła pełną parą, jeszcze omszałe olbrzymy leżące na nagiej ziemi stanowią główny element krajobrazu, lecz już wkrótce znikną pod pędzącą do góry zieloną strugą życia. One już swoje mają za sobą. Teraz dają innym siebie, tak jak wcześniej od innych brały. Koło się toczy.

Na Bukowej Górze...

Obraz

Toad on the Road

Obraz
Modelka nieco ospała. Prawdopodobnie przyczyną takiego stanu rzeczy była wietrzna, chłodna pogoda. Nie ma tego złego dla ropuchy, co by na dobre nie wyszło dla fotografa...

Świat na granicy

Obraz
Ranek. Omal nie wpadłem w trans. Odkurzyłem stary bęben. Zrobiłem pałeczkę i usiadłem na kanapie. Zamknąłem oczy i zacząłem podróż. Trwało to kilka minut, ale nie byłem w stanie oderwać się od teraz. Bęben odprowadziłem do stajni. Wieczór. Włączyłem bębny szamańskie Michaela Harnera i założyłem słuchawki. Po kilku minutach zacząłem odczuwać znany mi stan odrętwienia. Tak jakbym wewnętrznie musiał przekroczyć jakąś granicę, rozerwać krępujące więzy. Umysł poszukiwał oparcia w doznaniach, których celowo starałem się mu nie dostarczać. Ciemność, bezruch. Umysł wygrał. Dostarczył mi bodźców ze swojej strony. Wprowadził konia trojańskiego do mojej zmieniającej się świadomości. W nocną ciszę wdarł się hałas. Uwierzyłem, że ktoś chodzi po mieszkaniu. Tuż za drzwiami znajdującymi się obok mojej głowy usłyszałem stuknięcie - raz, drugi. Poddałem się. ***

Idzie nowe? Scenka na dwa głosy

Otrzymałem dziś propozycję. Zabrzmiała intrygująco. Nie wiem co jest grane, ale poczułem ekscytację zmieszaną z lekkim niepokojem. Dwa głosy w głowie. Pierwszy Głos: "stary, dupa w troki i do boju!", Drugi Głos: "przecież nawet nie wiesz o co biega!" PG: "no i co? właśnie to jest w tym wszystkim najlepsze! kiedyś rzuciłbyś się w taką sytuację z zamkniętymi oczami!" DG: "kiedyś byłeś młody i... młody. a teraz nie bądź głupi i nie ładuj się w to bez uzyskania informacji i ocenienia czy dasz radę" PG: "nie słuchaj go!" DG: "nie słuchaj go!" Remis. A jednak czuję, że może wydarzyć się coś fajnego... Kto wie? Może ta zima-nie-zima jest takim symbolicznym nadejściem nowego? Nie w skali globalnej. W mikroskali, w szamanickowym mikrokosmosie ? Świat, który powinien być pogrążony w letargu, zasypany pierzyną śniegu, o nietypowej porze roku daje oznaki życia. Niedźwiedzie śpią już na drugim boku...