Posty

Maniak kulturowy

23-12-2007 Świąteczna atmosfera, aż włosami wyłazi. Wszyscy zestresowani, zmęczeni, smutni jacyś i w pędzie. W końcu święta idą i nie można się spóźnić. Z niczym! Ale kultura stara się być wszędzie. Mili sprzedawcy i kolejkowicze. No cudnie! Przy bramce sklepowej dwóch ochroniarzy z uśmiechami na twarzach prowadzi dialog, z którego nagle wyciekło " a to je...na ci...a! ". No cóż, zdarza się. W końcu codziennie i wszędzie tego pełno, więc wrażenia to na mnie nie robi, zwłaszcza, że i mnie się zdarza. Ale Panowie - pod Kulturomaniakiem?! K...wa mać!

Poranne wstawanie

Nie ma chyba nic gorszego ( Oczywiście, ze jest! Jest dużo gorszych rzeczy. Z pewnością... ) niż poranne wstawanie. Mam na myśli wstawanie naprawdę wczesne - tak w okolicach pobudki Słońca. A nawet parę chwil wcześniej. Kiedy Księżyc jeszcze nie śpi, a Słońce dopiero się budzi. Choć z drugiej strony - to piękna chwila, takie rodzinne spotkanie.

(Nie) Moja Kanada

Zanotowałem to tuż po przebudzeniu o godzinie 1.59 w nocy: Przed chwilą miałem sen. Przyleciałem tu, do Kanady, w jakimś celu. Może chodziło o jakąś konferencję czy projekt. Miałem poczucie, że brak mi czasu, żeby cokolwiek zwiedzić. Stwierdziłem, że jestem w Montrealu. Kiedy już znalazłem się w moim pokoju hotelowym, podszedłem do okna żeby popatrzeć na Chateau Frontenac (który tak naprawdę jest w Quebec). Ale nie było nic widać, ponieważ przesłaniały mi go budynki jakiejś fabryki. Rozczarowany odwróciłem się od okna i pomyślałem, że trochę pospaceruję i zwiedzę najbliższą okolicę. Ponownie spojrzałem w okno i... Nic nie zobaczyłem, oprócz strug deszczu. Ściana wody... Położyłem się na łóżku. Koniec snu.

Krzew Gorejący

Obraz
Wielu z nas, co jakiś czas, widuje gorejący krzew. Zwykle nie zwraca on za bardzo naszej uwagi, bo nie wydobywa z siebie żadnego głosu, poza ewentualnym szelestem. I wydaje mi się to całkiem naturalne. Problem w tym, że człowiek nie poszukuje naturalności i normalności, tylko ciągle węszy za czymś, co go z tej normalności choć na chwilę wyciągnie za fraki. I na tym szukaniu schodzi mu lub wręcz zbiega, na łeb na szyję, życie. Na koniec, zazwyczaj budzi się z ręką w kwintesencji naturalności - nocniku. Być naturalnym i normalnym - to dopiero cud!

Małe dzieci to nie ludzie!

&nbsp &nbsp Małe dzieci dopiero uczą się być ludźmi. Ale, by się tego nauczyć muszą najpierw pozbyć się swojego zwierzęcego lub praludzkiego, jak kto woli, dziedzictwa. Zanim posiądą zdolność bezwarunkowego i totalnego zanurzenia się w kulturze, są w większym stopniu niż człowiek dorosły (zazwyczaj) częścią natury. Działają instynktownie, nie analizują, nie dedukują, nie postrzegają rzeczywistości, czy raczej wyobrażenia o niej, przez pośrednictwo symboli. &nbsp &nbsp Z wiekiem umiera ów instynkt, nikną umiejętności dostrzegania pewnych zjawisk i rzeczy (chwytania w lot). W pewnym momencie w sferze pierwotnej stajemy się inwalidami. To nasza ucieczka od natury. Rolę natury przejmuje tu kultura - nasza macocha. To ona chroni nas przed Zewnętrzem . &nbsp &nbsp Rodzi się to co wewnętrzne - refleksja. A refleksja każe nam myśleć, że jesteśmy częścią natury. Jednak myślimy o tym jako istoty, które do natury nie mają powrotu, bo wiązałby się on z odrzuceniem kul...

Denqnaisch - Jesteś Cudowna

Nasza pramatka ma na imię Lucy. Stało się tak, ponieważ naukowcy, którzy odnaleźli jej szczątki (Taieb, Johnson, Coppens) słuchali piosenki Beatlesów "Lucy in the Sky with Diamonds". I dobrze. Strach pomyśleć, co by było, gdyby odnaleźli ją ludzie słuchający np. disco polo albo czegoś przyciężkawego gatunkowo. Zwłaszcza, że Lucy była z gatunku Australophitecus afarensis , czyli tej lżejszej, wszystkożernej odmiany australopiteka. Jej mniej zgrabni kuzyni to australopiteki roślinożerne boisei oraz robustus . Nazwy sugerują co nieco, prawda? Ale Etiopczycy moim zdaniem mają nam coś lepszego do zakomunikowania. Bo dla nich Lucy, do której jako ludzie (potomkowie, być może) mają pełne prawo, to Denqnaisch - Jesteś Cudowna.

Dla W.

Pan W. tak kochał życie, że z tej miłości pił, rodzina zostawiła go a on rzucił ją dla czystej. Odnalazł go podobny ktoś, Co cieszyć się nie umiał I mokre oczy miał, Gdy suche stało szkło A kiedy W. napełniał szkło toastów w głowie tysiąc miał, lecz tylko spitej duszy szloch rozrywał serce, orał krtań A kiedy już napełnił szkło Do dna, jak życie, z niego pił. Dziś nad nim płaczą deszczu łzą Twarze zdruzgotanych płyt