Posty

Denqnaisch - Jesteś Cudowna

Nasza pramatka ma na imię Lucy. Stało się tak, ponieważ naukowcy, którzy odnaleźli jej szczątki (Taieb, Johnson, Coppens) słuchali piosenki Beatlesów "Lucy in the Sky with Diamonds". I dobrze. Strach pomyśleć, co by było, gdyby odnaleźli ją ludzie słuchający np. disco polo albo czegoś przyciężkawego gatunkowo. Zwłaszcza, że Lucy była z gatunku Australophitecus afarensis , czyli tej lżejszej, wszystkożernej odmiany australopiteka. Jej mniej zgrabni kuzyni to australopiteki roślinożerne boisei oraz robustus . Nazwy sugerują co nieco, prawda? Ale Etiopczycy moim zdaniem mają nam coś lepszego do zakomunikowania. Bo dla nich Lucy, do której jako ludzie (potomkowie, być może) mają pełne prawo, to Denqnaisch - Jesteś Cudowna.

Dla W.

Pan W. tak kochał życie, że z tej miłości pił, rodzina zostawiła go a on rzucił ją dla czystej. Odnalazł go podobny ktoś, Co cieszyć się nie umiał I mokre oczy miał, Gdy suche stało szkło A kiedy W. napełniał szkło toastów w głowie tysiąc miał, lecz tylko spitej duszy szloch rozrywał serce, orał krtań A kiedy już napełnił szkło Do dna, jak życie, z niego pił. Dziś nad nim płaczą deszczu łzą Twarze zdruzgotanych płyt

My precious...

Człowiek trafia na skarb. Cieszy się jak dziecko i pozwala się nieść euforii. Nagle okazuje się, że części tego skarbu (zapewne całkiem sporej) nie będzie w stanie wykorzystać. Zamknie go w skrytce i będzie tam leżał aż zostanie zapomniany, albo utraci status skarbu i stanie się jednym z „takich tam…”. Dziś się cieszę. Odnalazłem w Sieci zbiory udostępnione przez American Museum of Natural History. Wiele niezwykle ciekawych artykułów napisanych przez wybitnych antropologów (np: Boas, Kroeber). Wszystko w formacie PDF i mnóstwo stronic, których oryginały często pamiętają jeszcze czasy Wild West. I to jest właśnie taki mój skarb, którego nie wykorzystam. Nie w całości. Za dużo jak na jednego samego mnie! Jeśli ktoś chciałby uszczknąć cząstkę: http://digitallibrary.amnh.org/dspace/handle/2246/6

Zmiana-z-czasem

wódka niedopita zastała mnie jesień o godzinę zbyt wcześnie zaskoczyła mnie ta nagła zmiana czasu bo ja wciąż wczorajszy a świat tak jakby trochę przede mną i pędzi szaleńczo do jutra gonić trzeba by go dogonić i załapać się na odjazd porannym ekspresem ale bez biletu bo ja w sen dopiero zmierzam i oby sen zakończył się niezbyt szybko bo mnie nie spieszno jeszcze a już dzień nowy nowa nastaje noc nim zewrę powieki i nim otworzę całe miesiące mijają dni szaleńczo nikną a ja gdzieś się zawieruszyłem poza kieliszek niepusty i myśl do połowy pełna że może warto by coś jeszcze

Karmaniola

Nosi się we mnie i zanosi się na to, że się wreszcie donosi. Zwierzęca wściekłość... Na ciężkich idiotów nazywanych w mediach turystami (!). Niestety równocześnie nosi się we mnie melodia w żaden sposób nie pasująca do sytuacji. A może? Sześciu zjednało się w ponurym dziele Dłoń pewna, chociaż szczęki tchórzem drżące Chcąc zabić bestię obudzili bestie Ciemne wnętrza dusz ich trawiące Już władca leży w tym potoku martwy Owinięty kożuchem cierpienia Nie zdołał dostrzec swoim ufnym wzrokiem Jak ciepła dłoń w zimny kamień się zamienia * I tyle... Na chwilę.

?

a gdyby tak...? z myśli moich wycieka znak zapytania a gdyby tak...? myśli tej bat chłoszcze zimną jesienną noc a gdyby tak...? noc kuli się w ciepłych ramionach żula a gdyby tak…? noc szuka schronienia w pustych oczodołach ociemniałych latarń a gdyby tak…? noc umyka tchórzliwie płaszcząc się przed jasną odpowiedzią świtu żul obejmuje czule szyjkę swej kochanki pod całodobowym sklepieniem

O czasie...

Od kilku dni zauważyłem u siebie dziwne zafascynowanie (zapalenie?) zegarkami. Z tym, że nie prawdziwymi – z krwi i kości lub, żeby było bardziej jeszcze adekwatnie, z trybów i sprężynek – lecz zegarkami wirtualnymi. Jakby tego było mało, nie zegarkami cyfrowymi, ale analogowymi. Wyszukuję w Internecie różnego rodzaju programy typu „desktop” symulujące zegarki analogowe. Nie rozumiem jeszcze o co chodzi w tym wszystkim, choć mam pewne podejrzenia… Mam mało czasu tak mało jak piachu W dziecięcej garści nad rzeką Zwieram powieki zatrzymać obraz Co z moich wspomnień ucieka [...] Biegnę wciąż biegnę przed siebie w siebie Tęczę rozgarniam rękami Letnim upałem wytrzeć do sucha Spotniałą wilgotną pamięć Wojtek Bellon, Piosenka o zajączku