Posty

Zmiana-z-czasem

wódka niedopita zastała mnie jesień o godzinę zbyt wcześnie zaskoczyła mnie ta nagła zmiana czasu bo ja wciąż wczorajszy a świat tak jakby trochę przede mną i pędzi szaleńczo do jutra gonić trzeba by go dogonić i załapać się na odjazd porannym ekspresem ale bez biletu bo ja w sen dopiero zmierzam i oby sen zakończył się niezbyt szybko bo mnie nie spieszno jeszcze a już dzień nowy nowa nastaje noc nim zewrę powieki i nim otworzę całe miesiące mijają dni szaleńczo nikną a ja gdzieś się zawieruszyłem poza kieliszek niepusty i myśl do połowy pełna że może warto by coś jeszcze

Karmaniola

Nosi się we mnie i zanosi się na to, że się wreszcie donosi. Zwierzęca wściekłość... Na ciężkich idiotów nazywanych w mediach turystami (!). Niestety równocześnie nosi się we mnie melodia w żaden sposób nie pasująca do sytuacji. A może? Sześciu zjednało się w ponurym dziele Dłoń pewna, chociaż szczęki tchórzem drżące Chcąc zabić bestię obudzili bestie Ciemne wnętrza dusz ich trawiące Już władca leży w tym potoku martwy Owinięty kożuchem cierpienia Nie zdołał dostrzec swoim ufnym wzrokiem Jak ciepła dłoń w zimny kamień się zamienia * I tyle... Na chwilę.

?

a gdyby tak...? z myśli moich wycieka znak zapytania a gdyby tak...? myśli tej bat chłoszcze zimną jesienną noc a gdyby tak...? noc kuli się w ciepłych ramionach żula a gdyby tak…? noc szuka schronienia w pustych oczodołach ociemniałych latarń a gdyby tak…? noc umyka tchórzliwie płaszcząc się przed jasną odpowiedzią świtu żul obejmuje czule szyjkę swej kochanki pod całodobowym sklepieniem

O czasie...

Od kilku dni zauważyłem u siebie dziwne zafascynowanie (zapalenie?) zegarkami. Z tym, że nie prawdziwymi – z krwi i kości lub, żeby było bardziej jeszcze adekwatnie, z trybów i sprężynek – lecz zegarkami wirtualnymi. Jakby tego było mało, nie zegarkami cyfrowymi, ale analogowymi. Wyszukuję w Internecie różnego rodzaju programy typu „desktop” symulujące zegarki analogowe. Nie rozumiem jeszcze o co chodzi w tym wszystkim, choć mam pewne podejrzenia… Mam mało czasu tak mało jak piachu W dziecięcej garści nad rzeką Zwieram powieki zatrzymać obraz Co z moich wspomnień ucieka [...] Biegnę wciąż biegnę przed siebie w siebie Tęczę rozgarniam rękami Letnim upałem wytrzeć do sucha Spotniałą wilgotną pamięć Wojtek Bellon, Piosenka o zajączku

Istota rzeczy

Cz üeh Yin, buddyjski mnich żyjący w okresie Y üan, powiedział: "Przy silnym wzruszeniu, gdy serce czuje się zgnębione, trzeba malować bambusy. Orchidee maluje się z duszą pogodną, jako że liście ich sprawiają wrażenie unoszących się w powietrzu lub fruwających. Ich pączki otwierają się radośnie, cały nastrój tchnie szczęśliwością". Ernst H. Gombrich, Sztuka i złudzenie Tak sobie siedzę i zastanawiam się, jaką roślinę mógłbym dziś namalować... Raczej nie namalowałbym orchidei, ale na pewno też nie ostu.

III. Krzyż dobity

Ponoć po ulicy Zakładowej chodzi święty obraz. Usłyszałem to z ust kobiety, która schwyciła Bogu ducha winną (jakżeby inaczej?!) zakonnicę w przelocie i na dziesięć minut wydobyła ją ze stanu kontemplacji pięknego jesiennego przedpołudnia. Ta z należną jej pokorą rozglądała się szukając pomocy wokół, bez nawet jednego ukradkowego spojrzenia w górę (jakżeby inaczej?!). A szkoda. Parę minut później po nieskalanym błękicie nieba przeleciał z warkotem ciemnoniebieski krzyż z białą obwódką! Błękit nieba, krzyż niebieski, biała granica pomiędzy nimi, dzięki której w ogóle można było stwierdzić: krzyż leci (krzyżolot)?! Tylko ten warkot do krzyża wcale mi nie pasował. No, bo jak to tak? Widział kto warczące krzyże? Umysł mój rozpoczął radosną twórczość – cudne, pędzące myśli z rana, w dodatku twórcze! Sama rozkosz! Umyśliłem sobie, że ten warkot to źle zbity krzyż. Niedokładnie złączone ramiona z pewnością wydawały ów dźwięk. I przyszło mi na myśl – są niedokładnie dobite! * "- Dobijcie ...

II. Drogi

Dziś rano przez okno, dziwna rzecz, ujrzałem na horyzoncie wiejską drogę! Poczułem ten klimat - drogi na Wrzosy, drogi na Stawy Stare bądź Nowe. Drogi widok na Topolice, to tam gdzie obserwowałem walkę jastrzębia z pustułką. Przy wiejskiej drodze rów ze strumykiem i jeżynami na brzegach. Kępka brzóz na piachu, wieczorne ognisko i ziemniaki w popiele. Jest w tym wspomnieniu jakaś siła. Dziś z drogi na Wrzosy pozostało tylko to wspomnienie. To znaczy, droga istnieje nadal, ale jej okolice – szkoda mówić. Ludzie na wsi nie myślą ekologicznie, praktycznie (!), perspektywistycznie, estetycznie, a już z pewnością nie magicznie! I Wrzosy nie te same. Takie trochę zbyt uporządkowane, zbyt skrojone w równe kawałki. Tylko okoliczny las, wydaje mi się, przybrał na sile na tyle, by zdołał przesłonić to, czego widok ani jemu ani mnie nie jest na rękę. No i droga przez wioskę. Moja? Ziemia, piach, doły, Morza i Rzeki Deszczowe, kanały wyryte według spontanicznych planów patykiem. Koła wozu, ko...